Wspólnoty afektywne. Ilona Witkowska
p. 198-223
Texte intégral
Wszak o to właśnie chodzi w byciu potężnym: nie musieć za bardzo się przejmować tym, co myślą i czują wszyscy wokół. Potężni zatrudniają innych, żeby robili to za nich1.
Być tym, kim się nie jest – taka ambicja przerażonych podmiotów, a zarazem zdolnych do obrony bardziej przerażonych od siebie, najmocniej dochodzi do głosu w książce Witkowskiej2.
Czyj to jednak sukces i czyj zysk? Bogaci ludzie płacą bogatym ludziom, żeby mówili klasie średniej, żeby winiła biednych3.
1Prezentowana do tej pory poezja stanowiła raport o działaniach i jeden z trybów maszynerii afektywnych, różnorodnie definiowanych i warunkowanych, zawsze jednak opartych na automatyzmach i przymusie ich odtwarzania: „trzymaj gardę i patrz: […] / idą noga w nogę. noga w nogę. jak maszyna” (Ilona Witkowska, wiosną, sr4). Zdajemy już sobie sprawę z istnienia owej niewidzialnej obroży, ale jeszcze nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić. Oto bowiem obróżka staje się przedmiotem pożądania: ty nie dostaniesz obróżki, jesteś tylko kobietą, choć pochodzenie tej potrzeby, głęboko naturalizowane, jest tak sprytnie i tak dokładnie ukryte.
cekiny łez. nie? niby dlaczego?
zaraz może zdarzyć się coś złego.
śpij, śpij, a niech ci się przyśni,
sama prawda i jeszcze, że przychodzi do ciebie
słaby chudy wilk i mówisz mu: idź, a on mówi:
oto jest twoja smycz,
bardzo proszę.
(galeria rozrywki, wejście nocne, lz)
2Zrozumienie, że potrzeby do tej pory uznawane za własne generowane są w ramach formacji społeczno-gospodarczych, to punkt krytyczny, moment, w którym śni się „sama prawda”, a potem okazuje się, że nigdy się z tego snu nie budzimy. Krytyka zaczyna się zatem od przesłanki o urządowieniu (i, dodajmy, urządzeniu5) i jednoczesnej porażki wpisanej w próbę totalizacji podmiotu, który chce poznać i opanować6. Nie ogranicza się więc jedynie do poszukiwania źródła winy, jest nie tylko oskarżycielskim sądem, ale i praktyką mającą na celu przeprogramowanie owej maszynerii pożądania. Krytyka byłaby wtedy zarówno akcją, jak i przyjemnością, którą z tej akcji czerpiemy7. Kiedy więc Ewa Domańska mówi o zmęczeniu Foucaultowsko inspirowaną krytyką rzeczywistości, którą nazywa „efektem Foucaulta”8, odnosi się do konkretnej, przeprowadzonej na nowym kontynencie, lektury tez autora Historii seksualności, w której zakłada się, że opór wobec dyscyplinującej władzy nie jest możliwy, dlatego że słaby podmiot funkcjonuje zawsze w ramach stosunków władzy i nie może ich przekroczyć. Chodzi o to, że przedstawiciele French Theory pokazali, jak system działa, ale nie pokazali już, jak się z niego wydostać – pisze badaczka9. Efektem podobnej lektury są dotychczas analizowane poetyckie schematy funkcjonowania maszynerii afektywnych, które spełniają funkcję krytyczną (w znaczeniu nieprzekraczalności, aktu oporu jako raportu z oblężonego miasta, a nie opuszczenia go) wobec rzeczywistości społecznej. Na gruncie owej dekonstrukcji budowany jest jednak także pozytywny program konstruowania alternatywnych wobec podporządkowania więzi i odpowiedzialności wpisanej w afektywność jako sposób odpowiadania światu i opowiadania świata. Po krytycznym zdystansowaniu się wobec maszynerii afektywnych, w których działanie afektów zostaje sfunkcjonalizowane i w których wykorzystywane są one jako narzędzia normatywizacji, ujednolicenia i kolonizacji podmiotów, nadchodzi jednak pora, by zadać pytanie o możliwość przeprogramowania maszynerii afektywnych tak, by mogły one wspólnie pracować na rzecz stworzenia innego modelu podmiotu i świata. A jak mówi sam Foucault w przedmowie do Anty-Edypa Deleuze’a i Guattariego, ten, kto walczy, nie musi być smutny10. Najwyraźniej i najciekawiej wśród młodych poetyckich głosów udaje się ten model zaprezentować Ilonie Witkowskiej, autorce tomu nagrodzonego Wrocławską Nagrodą Poetycką Silesius za debiut w 2013 roku.
3Podczas gdy Marta Podgórnik, której wiersze szczegółowo omawiane były w jednym z poprzednich rozdziałów, kwestię wspólnotowości i jej reprezentacji traktuje jeszcze pretekstowo i protekcjonalnie, kiedy pisze:
Zawsze chciałam rozpocząć jakiś tekst formułą „My…”. Spełnię więc swoją niewinną fantazję i, póki jeszcze mogę, rozpocznę autorytarnym „My, trzydziestolatkowie”, zaznaczając już na wstępie, że to zawołanie nie rości sobie prawa do reprezentowania kogokolwiek11.
4Ilona Witkowska zupełnie inaczej podchodzi już do kwestii reprezentacji estetyczno-politycznej. Tutaj „niewinna fantazja” faktycznie miałaby dotyczyć sytuacji tak codziennej i banalnej jak odczuwanie ciepła majowego słońca. Staje się ona jednak punktem wyjścia do zadania fundamentalnych dla poezji autorki splendida realta pytań o wspólnotę doświadczeń, świata i jego przedstawienia. Te „trzy wiadome” przyjmują w poezji różnorodne postacie, zawsze zachowana jest jednak dbałość o brak autorytarnej i totalizującej narracji:
majowe słońce piekło mnie w głowę
(choć odruchowo użyłam formy nas
to byłam wtedy sama)
(odruchowo używając formy nas
kogo miałam na myśli?)
(równanie z trzema wiadomymi, lz)
5Totalizujące zamknięcie w postaci narzuconej formuły generacyjnej miałoby raczej zostać zastąpione pytaniem o możliwości rozpisania warunków zaistnienia wspólnoty zamiast ich literackich reprezentacji. Dotyczy ono zatem przede wszystkim formy mówienia o owej wspólnocie, jej zredefiniowania, a co za tym idzie – przekształcenia treści pojęć emancypacji, etyki oraz samej narracji. Analizując wiersze, będę się więc zastanawiała, jakie relacje warunkują powstanie wspólnot afektywnych, które – idąc tropem Leeli Gandhi – budowane są na więziach kolonizowanych i marginalizowanych, zjednoczonych w sprzeciwie wobec imperializmu i instytucjonalizowanego cierpienia12. Staram się przede wszystkim wystrzegać uniwersalizowania i romantyzowania samej poezji, a także oznaczania podmiotów manichejską kreską, prostego przeciwstawienia nas – im i kreowania zbiorowego inkluzywnego podmiotu, w ramach którego każde „ja” mogłoby się utożsamić z pustym „my”. Interesuje mnie połączenie i włączenie podmiotu, świata i słowa, i pytam przede wszystkim o strategie, dzięki którym są one możliwe.
6Witkowska kończy swój debiutancki tom wierszem słowniczek:
obiektywny – zob. rozdz. „byt”
subiektywny – zob. rozdz. „prawda”
7Nawiązując do skodyfikowanych definicji podmiotu, przedmiotu, ontologii, epistemologii, obiektywizmu i subiektywizmu, za pomocą dwóch prostych odnośników odsyła nas do bogatej tradycji filozoficznej problematyzującej normatywne zakresy pojęciowe przeciwstawianych sobie terminów. Wydaje się, że sama powstrzymuje się jednak od wyjaśniania czy obrazowania istoty któregokolwiek z nich. Ucieka się raczej do demaskowania ekskluzywności i niewystarczalności samolubnych wizji świata, w których jakiekolwiek elementy są zawłaszczane i wykorzystywane jako narzędzia umożliwiające realizację partykularnych celów. Pokazuje, jak wyglądałyby te historie, gdyby były wymierzone w nas samych, jak opowiadaliby je ci, którzy mówić nie mogą albo ich nie słychać, korzysta „z cudzych słów, składając swoje wiersze”13. Pozornie praktyka ta przypominałaby klasyczny zabieg zachodniej teorii, który Gayatri Chakravorty Spivak nazywa brzuchomówstwem podporządkowanych14. Jednakże moim zdaniem stawką w przedsięwzięciu Witkowskiej staje się wypracowanie takiej formy narracji – bo nie mówimy tylko o eksperymentach na poziomie leksykalnym (wspomniane redefinicje poszczególnych zasobów leksykalnych) – w ramach której rozbijana jest przesłanka o totalności pojedynczego doświadczenia. Dzięki konfiguracji głosów mówiących o tym samym z różnych perspektyw Witkowska obrazowo mówi nam, że są nierówności zbywalne i niezbywalne, że żadna różnica nie może prowadzić do uprzedmiotowienia, a także że w zależności od ustawienia każdy z nas ma jakieś przywileje, których powinien być świadom.
8Kiedy więc Amitai Etzioni zauważa, że we wspólnocie składającej się z afektywnych relacji występują identyfikacja ze wspólnymi wartościami oraz stosunkowo wysoki stopień responsywności, to znaczy wrażliwości na potrzeby jej członków15, historie zapisane przez Witkowską ukazują, w jaki sposób ta responsywność działa. Wystarczy przyjrzeć się pojedynczemu studium przypadku (sr):
z balkonu widzę: sroka je martwego gołębia.
inne gołębie patrzą zaciekawione.
9Oto jesteśmy niejako drugimi z rzędu świadkami sytuacji ukazującej srokę – wszystkożernego ptaka, który faktycznie żywi się padliną – żerującą na martwym gołębiu. Na drugim planie mamy inne gołębie obserwujące całe zajście. Po pierwsze, te dwa proste wersy uświadamiają nam niewydolność ludzkiego języka w paradygmacie nieantropocentrycznym. Po drugie, właściwe studium owego przypadku prowadzi do refleksji o wspólnocie, ewokuje bowiem pytania o możliwości i ograniczenia wynikające z różnic w pojmowaniu wartości i zdolności responsywnych. Nieprzypadkowo chyba Witkowska obserwuje ptaki – są one przecież najbardziej zróżnicowaną wśród zwierząt lądowych grupą – i nie bez celu projektuje na nie antropomorficzne figury, bo jednak nie da się utrzymać tezy o zdehumanizowaniu perspektywy, która to teza stoi u podstaw większości krytycznoliterackich komentarzy debiutanckiego tomu Witkowskiej16. Zaryzykowałabym też stwierdzenie, że nieprzypadkowo podmiotem obserwacji staje się sroka, która powszechnie uważana jest za szkodnika wykradającego jaja z gniazd innych ptaków, sroka-złodziejka, która zasługuje tylko na częściową ochronę gatunkową, a czasami na ograniczenie rozrodu, ponieważ jest mniej pożądaną od innych (kosów czy drozdów) mieszkanką parków, choć kolejne badania ornitologów wykazują, że żadna z niej złodziejka, wcale nie gapi się w gnat, bo jest stworzeniem niezwykle inteligentnym, a za błyskotkami nie przepada. Sroka będzie więc emblematem kolonizacyjnych roszczeń opartych na fałszywych przesłankach, stanie się figurą nośną, która w różnych konfiguracjach pojawiać się będzie na kartach omawianych tomów.
10Jeżeli weźmiemy wszystkie te mikroobrazki naraz, zobaczymy wyraźniej, jakiemu wyzwaniu Witkowska stawia czoło, z czym się mierzy i czego udaje się jej uniknąć. Wystrzega się naiwnej, romantyzowanej reprezentacji wspólnoty różnorodnych podmiotów : mniejszościowych i większościowych, ludzkich i nieludzkich, mocnych i słabych, oprawców i ich ofiar (jakkolwiek byśmy je chcieli nazwać), które lokowałaby na równych pozycjach, zacierając ich przywileje i braki. Podmiot mówiący w tych wierszach nie udaje, że nie mówi za kogoś, w czyimś imieniu, kiedy przyjmuje czyjeś pozycje i naśladuje głosy, wyraźnie sygnalizuje, na czym polega to udawanie. Dlatego też powtórzę jeszcze raz moją tezę: nie analizuję reprezentacji wspaniałej rzeczywistości, rekonstruuję poetyckie negocjacje, w których dyskutowane są jej warunki i możliwości. W ten sposób doprecyzowałabym oksymoroniczne pojęcie „zaangażowania w porażkę”, powtórzone za Waldemarem Jocherem, które stanowi clou poetyckiej strategii Witkowskiej. Przekonując nas, że „zaangażować należy się w porażkę”, poetka udowadnia, że gest ten nie jest jednak poetycką kapitulacją, kolejnym kuponem odcinanym od dyskursu o niewyrażalnym:
dziewczyna, którą podglądam
nie pokazuje mi nic nowego
zaangażować należy się w porażkę.
w proste czynności bez ognia.
(gdybym znalazła nitkę, poszłabym za nią, Aniu, sr)
11Sama poetka, tłumacząc przywołane sformułowanie, dopowiada, że jest to poezja zaangażowana w „małość i brak kontroli”17. A zatem małość odniosłabym do terenu i skali rozpoznań, natomiast brak kontroli do wyeliminowania zbawczych ambicji dekolonizacji świata, które zbyt często stają się powtórzeniem praktyk kolonizatorskich, innymi słowy, narzucania innym własnej wizji wspaniałej rzeczywistości. Witkowska przeciwstawia tę formułę narracyjną innej: samemu życiu. Najpierw umiejętnie demaskuje praktyki mitologizacji codzienności w wierszu epos, w niezwykle krótkiej realizacji konfrontując formę gatunku będącego podstawą sukcesu mitów bohaterskich z tematyką systemu ajencyjnego sieci sklepów Żabka w Polsce xxi wieku18, uzyskując efekt heroikomizmu:
oto królowi śni się nowe miasto.
mieszka w żabce, bez okien. budzi go alarm;
i-uuu i-uuu. o siódmej.
w tej mitologii życie jest porządkiem.
(epos, sr)
12Jak podpowiadał Roland Barthes – sankcją mitu nie jest prawda i nic nie stoi na przeszkodzie, aby stanowił on wieczne alibi19, alibi historiograficzne, polityczne, wreszcie literackie, odwracające uwagę od treści stojących za kategorią życia i kierujące tę uwagę w stronę różnie urządzonej wspaniałej rzeczywistości.
13Spójrzmy więc, czym jest i czym miałaby być tytułowa wspaniała rzeczywistość, która nota bene pojawia się na okładce projektu Piotra Zdanowicza w formie lustrzanego odbicia. Jest ona ironicznym komentarzem do zastanego porządku i próbą literackiej rekonstrukcji tego, co widziane i doświadczane. Gdzie splendor wielkich narracji opiewających ważne wydarzenia w dziejach ludzkości? Nie tu, „przeszła tędy szarańcza. doskonała. zwycięska” (zimne wakacje, sr). Przewodniczka prowadzi nas po tym starym wspaniałym świecie, przyjmując mikroperspektywę i ukazując nam niedostrzegalne na ogół poruszenia: „to się dzieje w nocy. w ruchu. / ludzie śpią i wyglądają brzydko. / eksponują stopy. mają fałdy” (nie mówię o sarnach, sr), niechciane, abjektalne ludzkie resztki: „znalazłam w książce obce włosy” (zaprzecz, sr), wreszcie wkracza w przestrzeń nieludzką, zajmuje pozycję zwierzęcia, zamierając „w jałowym waruj, choć nikt / nie wydał polecenia” (ze sceny machałam do ciebie, sr). Porządkiem nowej mitologii Witkowska czyni więc życie, pozbawiając je narracyjnego splendoru, a więc demaskując maszynerie napędzające tytułową wspaniałą rzeczywistość. Powrót do życia oznaczałby zatem napisanie historii na nowo, włączenie w dzieje uczestników, których obecność przemilczano, dowartościowanie pracy tych, którzy byli do tej pory niedoceniani.
14 Witkowska pracuje na pojedynczych kadrach. Wydaje się jednak, że nie jest jej intencją opowiadanie o tym, co widzi. Opowiada nam raczej o tym, jak widzi i dlaczego akurat tak, w jaki sposób rejestruje świat i skąd ta perspektywa. Rozpoczyna więc od zdekonstruowania, rozbrojenia, pozbawienia zasadności fundamentalnych pytań o konieczność. Nie uciekając się do naturalistycznych wizji, przypomina najprościej, jak można, że historiografia nie pisze się sama. Zwraca uwagę na krótkotrwałą perspektywę, która byłaby tą perspektywą pozbawioną zapisu w historii, trwaniem bez dźwięku: „doświadczyłeś kiedyś krótkotrwałej ślepoty? / doświadczyłem w życiu wielu rzeczy i wszystkie były krótkotrwałe” (jak umrzemy to przecinają nasz dowód na pół, sr). Bez kwiku („musi być kwik. o to głównie chodzi” – pisze dalej) nie ma dowodu, bez dowodu nie ma historii, tylko że „nie można zejść ze sceny bo scena się kręci”. Tak jak scena będzie się kręcić z nami czy bez nas, z nimi czy bez nich, tak historia zostanie zapisana z nami czy bez nas, z nimi czy bez nich.
15Aby ów kwik, krzyk: „ktoś wciąż krzyczy, słyszysz? czy to któreś z nas?” (zimne wakacje, sr) stał się słyszalny, musi być rzecz jasna jak najgłośniejszy, stąd potrzeba wsparcia i różnorodnych aliansów. Krzyk jest też przejawem emocjonalnej postawy wobec świata, a dochodzący z wielu gardeł, bywa motorem wspólnego działania i zmiany. Równoczesny krzyk w wierszu emancypacyjny aspekt mocy u Maffesolego, w którym Witkowska bezpośrednio odnosi się do Czasu plemion, stanowi afektywną reakcję na pęknięcie ostatniego robaka. Nie znajdziemy, zdaje się, w tym poetyckim obrazie odpowiedzi na pytania socjologa albo znajdziemy ich zbyt wiele. Z pewnością poetka zgodziłaby się z tezą o końcu indywidualizmu i poszukiwaniu nowych form wspólnotowych, neoplemiennych, których powstanie przekraczałoby „genetyczną lojalność”, ale i nie opierałyby się one jedynie na wartościach ludycznych20. Proponuje, jak sądzę, rozważenie dwóch komplementarnych wizji uwspólnotowienia: jedna z nich przekracza porządek ludzkiego pokrewieństwa, druga przekracza Durkheimowską solidarność mechaniczną, a zatem różnice etniczne, społeczne i ekonomiczne etc.
Poza porządkiem ludzkiego pokrewieństwa
16Poza krytyczną wizją społeczno-ekonomicznych regulacji w młodej poezji znajdziemy również propozycje konstrukcji alternatywnych wspólnot, konstytuowanych głównie przez budowanie więzi poza rodziną w jej wymiarze biologicznego pokrewieństwa. Miałyby one wykroczyć poza mechanizm „kapitalistycznej akumulacji i patriarchalnego porządku”, oferując możliwości kształtowania odmiennych wartości utrwalanych za pomocą afektywnych relacji, jak całkiem optymistycznie zakłada w refleksji o pracy afektywnej Hardt:
Z jednej strony praca afektywna, produkcja i reprodukcja życia, osadziła się mocno w roli niezbędnej podstawy kapitalistycznej akumulacji i patriarchalnego porządku. Z drugiej strony jednak produkcja afektów, podmiotowości i form życia stanowi ogromny potencjał dla autonomicznych obiegów procesu pomnażania wartości, a być może również dla wyzwolenia21.
17Nowa aksjologia, jeżeli podążać będziemy tropem wyznaczonym w tytule wiersza z debiutanckiego tomu Witkowskiej, miałaby funkcjonować na zrębach nowych ontologii i epistemologii. Najpierw należałoby zapytać o kształt kompozycji wspólnego świata: kto miałby zostać dopuszczony do zamieszkiwania i tworzenia go, a także co byłoby fundamentalną cechą, według której mieszkańcy szeregowaliby się w przyjazne czy wrogie sobie wspólnoty. Skoro ludzka wspólnota, również na poziomie mikropolityki, a więc rodziny, tak dalece została „wpasowana w harmonogram życia podyktowany względami gospodarczymi”22, spójrzmy na alternatywne modele struktur społecznych, w których miejsce znajdują nie tylko ludzcy, ale również nieludzcy aktorzy. W jednym z poprzednich rozdziałów zwierzęcość funkcjonowała najczęściej w postaci niezróżnicowanej figury wykorzystywanej jako emblemat podporządkowania rolom społecznym, głównie związanym z reprodukcją. Interesujące wydaje się pytanie o to, co stoi za gestem negacji dotychczasowego porządku. Skoro biologię traktować należy także w kategoriach symbolu23, który trzeba zdekonstruować, ażeby wytworzyć nowe wspólnotowe figuracje, nie można nie zapytać, jak w przestrzeni poezji konstruowane są więzi niebędące wyrazem wspomnianej „genetycznej lojalności”.
18Negacja zwierzęcości jako funkcji reprodukcyjnej prowadziła do wizji emancypacji kobiet poza przymusem pracy afektywnej rozumianej szerzej niż tylko reprodukcja biologiczna. Na tle formułowanych dotychczas negatywnych definicji tożsamości propozycja Witkowskiej może być czytana jako pozytywna odpowiedź poszerzająca zakres reprezentacji podmiotu kobiecego poza jego biologiczne i naturalne uwarunkowania. Nie sposób bowiem zrozumieć poetyckich obrazów wspaniałej rzeczywistości bez przemyślenia, przedyskutowania i przepracowania fundamentalnego dla niej pojęcia wspólnoty, w tym przypadku zbudowanej na inaczej konceptualizowanych kategoriach natury i rodziny.
19Rozbudowanie wspólnoty mogłoby stanowić oczywiście jedynie poszerzenie sieci zależności ekonomicznej, w której zwierzęta pełniłyby funkcję biokapitału i wzbogacały relacje eksploatacji o nowy wymiar. Jednak aneksja, którą proponuje autorka splendida realta, nie jest motywowana względami pragmatycznymi ani nawet reprezentacyjnymi. Taka „poszerzona wspólnota”24, czy „metawspólnota wielogatunkowa”25, definiowana jest nie jako odhumanizowana, martwa sfera wymagająca ludzkiej interwencji, ale jako zbiór wspólnych potrzeb. W świecie Witkowskiej w jej obręb włączone zostają, oprócz ludzi, zarówno zwierzęta udomowione, jak i te, którym najczęściej działalność ludzka nie sprzyja, a także materia organiczna i nieorganiczna. Najwyraźniejsze figuracje otrzymują pierwsze z wymienionych, natomiast te nieliczne obrazy, w których mowa jest o gatunkach stowarzyszonych, ukazują, jakim przeobrażeniom poddana została wizja dzielenia wspólnego – wykraczającego poza antropocen – świata.
„Gatunki stowarzyszone” to kategoria szersza i bardziej różnorodna niż kategoria zwierząt towarzyszących, dlatego że trzeba do niej włączyć takie byty organiczne jak ryż, pszczoły, tulipany i flora bakteryjna jelit, które czynią ludzkie życie tym, czym jest (a my odgrywamy dla nich tę samą rolę)26.
20Witkowska nie rezygnuje więc, jak już wspominałam, z antropomorficznych schematów odbierania świata, nie romantyzuje wizji natury, jak zdarzało się niektórym ekofeministkom. Mówiąc jednak o wspólnych potrzebach, miałam na myśli uzgodnienie potrzeb ludzkich i nieludzkich, a te przede wszystkim dotyczą przetrwania we wspólnie zamieszkiwanej przestrzeni, niezależnie od tego, czy zostanie ona nazwana kosmosem, czy domem:
[…] co się stało z tym trzmielem? zdechł z głodu, gdy wyjechaliśmy.
już nigdy nie opuszczajmy domu na tak długo
(ze smutku mówię przez sen, sr)
dźwięki są tak wszechobecne, że pszczoły od nich padają,
tak słyszałam, od fal telefonii komórkowych, mówiła Magda.
kosmos tego nie wytrzyma, mówię.
Magda, kosmos tego nie wytrzyma!
(astronomowie, sr)
21Zabawa w zwierzęta zarówno w krótkiej, jak i długiej perspektywie faktycznie prowadzi do jednego wniosku – że „płomień triumfu gaśnie zbyt szybko” (na parterze rozmawia się chlebem, sr). Spojrzenie na przyszłość świata, które wykracza poza kategorie trwałości własnego życia, musi uwzględniać obecność uczestników, których istnienie jest względnie niezależne do ludzkiego trwania. Jak sugeruje poetka (i rzesze naukowców), wieki wykorzystywania zasobów naturalnych, kolonizacji zwierząt, technologicznego postępu prowadzą do zagłady. „Istniejąca w kosmosie powszechna współzależność”27 polegałaby zatem na wzajemnym wsparciu, niebędącym jednak naiwnym przekonaniem o bliskości z ziemią, ale na świadomości, że różnica pomiędzy ludzką i nieludzką częścią świata nie może stać się podstawą ustanawiania i racjonalizowania nierówności, które, co więcej, wykorzystywane są jako narzędzia emancypacji jednego gatunku względem innego.
22Dlatego też u Witkowskiej psi domownicy nie mają ani wyręczać tych ludzkich, ani „umilać” im życia. Właściwie to psów tych nie ma, dowiadujemy się bowiem o ich istnieniu z retrospektywnej narracji, w której jedynym śladem ich istnienia jest tytułowa psia poduszka:
kiedy przyjeżdżają goście, oblekam im psią poduszkę. nie mówiłam nikomu, myślałam sobie: po co? po co ktoś ma wiedzieć, że dwa psy spały, jadły, krwawiły, chorowały i zdechły w tej samej pościeli, co ty teraz śpisz?
ale od dzisiaj chcę, żebyście wszyscy wiedzieli
(psia poduszka, bt)
23Ową poduszkę można by potraktować jako symboliczne residuum afektywne, nie tylko oznaczenie wspólnej przestrzeni, która nie jest różnicowana ze względu na nierówny status ludzkich i zwierzęcych podmiotów. Witkowska charakteryzuje bowiem relację pomiędzy nimi, ograniczając się do opisu przedmiotu postrzeganego jako higieniczny, a naznaczonego wcześniej abjektalnymi zwierzęcymi wydzielinami. Na pościeli rzecz jasna nie ma już żadnych śladów historii psiego cierpienia, niemniej wyartykułowana narracja wzbudzać może równie silną reakcję wstrętu co sam „nieczysty” przedmiot. Badania antropolożki Mary Douglas uświadomiły nam, że ponadkulturowa troska o czystość i wstręt wobec nieczystości – zarówno w wymiarze materialnym, jak i symbolicznym – mają konsekwencje ontologiczne. Eliminowanie brudu, abjektu pozwala utrzymać status quo w strukturach społecznych. Dlatego też obcym przypisywane są cechy stanowiące potencjalne zagrożenie porządku i czystości, dzięki czemu obejmowani są oni kwarantanną albo przynajmniej poddawani higienicznej dyscyplinie. Autorka Czystości i zmazy przypomina jednak, że antysystemowy brud może mieć również potencjał destabilizacji obowiązujących podziałów28. I taką też funkcję owo „świadectwo o brudzie” pełni w wierszu Witkowskiej. Naruszenie tabu możliwe jest oczywiście tylko w przestrzeni publicznej, stąd zwrot do zbiorowego adresata. Wiedza to narzędzie budowania potencjalnej wspólnoty, przełamywania gatunkowych hierarchii za pomocą „terapii szokowej”, polegającej na egalitarnym uszeregowaniu ludzkich gości i zwierzęcych domowników w obliczu nieuniknionej dla wszystkich śmierci.
24Autorka splendida realta nie zarysowuje jednak naiwnej wizji międzygatunkowego przymierza, która przełamywałaby antropocentryczne konwencje opisu. Wydaje się, że jest świadoma epistemologicznych ograniczeń tak postawionego zadania. Zwierzęta w jej tomie obserwowane są z perspektywy dystansu: „żuczek zapładnia martwego żuczka” (ty nie dostaniesz obróżki, jesteś tylko kobietą, sr), „z balkonu widzę: sroka je martwego gołębia” (studium przypadku, sr), ale i stają się podmiotami „nieutowarowionej troski”. W tej afektywnej relacji zwierzęta nie są charakteryzowane jako towarowy czy uczuciowy fetysz – obiekt admiracji czy siła robocza (rozumiana jako zdolność do pracy). Pozostają zwierzętami, nie przypisuje się im cech ludzkich, nie buduje się wizji równości przez ujednolicanie pełnionych funkcji. Rozpoznanie gatunkowej różnicy pozwala jednak wyznaczyć wizję nowej formy wspólnoty. „Miłość ta jest historyczną aberracją i naturokulturowym dziedzictwem” – jak charakteryzuje tę afektywną więź Donna Haraway29. Pies jako „zwierzę towarzyszące” człowiekowi różnorako był bowiem przysposabiany do realizacji ludzkich celów. Wreszcie z funkcjonalnego ogniwa „pierwotnej akumulacji” i eksploatacji przeobraził się w „beneficjenta” późnego kapitalizmu – pośredniego nabywcę dóbr profilowanych dla zwierząt. Haraway rozpoczyna swój tekst o „psiej wartości dodanej” od pytania o to, co się dzieje, jeżeli elementami opisywanego przez Marksa fetyszyzmu towarowego stają się nie przedmioty, ale żyjące zwierzęta. Co jeżeli ludzka praca jest jedynie częścią historii o żywym kapitale30? Z jednej strony więc zmiana statusu zwierzęcego uczestnictwa w świecie poddana jest tym samym prawom kapitału i stratyfikacji co w przypadku ludzi31, z drugiej jednak możliwe jest wykroczenie poza rynkowo zdeterminowane ludzko-zwierzęce relacje:
Psy i ludzie – ci wielcy, obecni na całej ziemi, ekologicznie oportunistyczni, towarzyscy i będący ssakami współtowarzysze podróży, wpisali nawzajem w swoje genomy szereg połączeń i infekcji, mogący wzbudzić zazdrość nawet najbardziej fanatycznych zwolenników wolnej wymiany rynkowej32.
25W opowieści Witkowskiej, mimo że psów już nie ma, paradoksalnie stają się one widzialne, ich potrzeby są równoważne z potrzebami ludzkimi, ich śmierć równie istotna jak nasza, mimo że opisana za pomocą czasownika podkreślającego odrębność zwierząt. Wspólna jest im jednak poduszka, która w obliczu nieredukowalnej gatunkowej różnicy przypominać ma o jednakowym prawie do godnej śmierci.
26Zarówno pojęcie życia, jak i domu nie są kategoriami niewinnymi i uniwersalnymi, bywają poddane różnorakim regulacjom. Oto bowiem palec Boga w genezyjskim geście powołujący istoty do życia zostaje zastąpiony skomplikowanym układem sił, które jednym podmiotom przyznając prawo do życia, innym go odmawiają. W tym układzie, jak twierdzi Butler, wszystkie ciała są „kruche”. Ciało jest fenomenem społecznym nie tylko dlatego, że jest miejscem kulturowo-społecznych inskrypcji, ale dlatego że wchodzi w relacje z zewnętrzem, które określa jego dyspozycje. Głównym modusem istnienia ciała jest więc jego relacyjność – sposób reagowania w zaistniałych warunkach – która oferuje szeroki wachlarz afektów33. Stanowią one prymarny sposób komunikacji z otoczeniem, mimo że nie są wcale odruchami bezwarunkowymi, trzewnymi, niekontrolowanymi. To, w jaki sposób reagujemy na dane zjawiska, zależy w dużej mierze od tego, jak nauczono nas szeregować podmioty w świecie, których istnienie postrzegamy jako potrzebne albo zupełnie bezwartościowe. W tak definiowanej afektywności jako sposobie odpowiadania światu i opowiadania świata Butler lokuje również odpowiedzialność za to, kogo włączamy i kogo wyłączamy z naszego obrazu rzeczywistości. Parafrazując filozofkę: jeżeli założymy odpowiedzialność jako fundament istnienia „ja”, okazuje się, że to, kim jestem, w dużej mierze zależy od innych i właściwie nie da się „mnie” pomyśleć w oderwaniu od świata. W takim razie „ja” przynajmniej częściowo przeobraziłoby się w „my”. Kto zatem jest częścią owego „my”34? Witkowska formułuje swoją odpowiedź na to pytanie, w poetyckie „my” włączając inne gatunki. W afektywnej odpowiedzi, której dominantą jest troska, realizuje owo zadanie odpowiedzialnego kształtowania ram swoich światów, a zatem poszerzania przestrzeni na tyle, żeby znalazło się w niej miejsce – w domu, na poduszce – również dla innych stworzeń, których życie wciąż widziane bywa jako mniej wartościowe i których strata nie jest godna opłakiwania. W ich obronie podejmowane są niełatwe, choć odważne działania – owe akty trwogi.
Akty trwogi
27Witkowska nie rysuje w swojej poezji naiwnych wizji utopijnych światów, w których radość uczestniczenia w Historii byłaby współdzielona równo przez wszystkie podmioty. Zazwyczaj wskazuje te momenty, w których zwykle nieobecni w polu percepcji stają się nieusuwalnym elementem kadru, wyznaczają dzieje w „krótkotrwałej perspektywie”. Innymi słowy, poetka diagnozuje, choć nieco ironicznie, to ze smutkiem, istnienie „nieuświadomionej konieczności dziejowej” i rekonstruuje za pomocą pojedynczych obrazów mechanizmy jej działania. I choć wszystkie nasze czyny są aktami trwogi – jak podpowiada tytuł jednego z wierszy zawartych w drugim tomie – towarzyszące działaniom i wyraźnie artykułowane przerażenie stanowi wyraz niezgody i protestu wobec tej konieczności, którą nawet można by nazwać przymusem czy determinizmem społecznym (klasowym i ekonomicznym). Sprzeciwem jest również odmowa odpowiedzi na niesformułowane pytania o fundujące wspaniałą rzeczywistość akty przemocy: „nie chcę ich. nie wiem” (jesteśmy wspaniałą rzeczywistością, sr). W wierszu plac nieuświadomionej konieczności dziejowej (lz) dzieciństwo jest przedstawione jako punkt rozpoczynający proces różnicowania, pojawiają się kategorie podziału przestrzeni (w środku – na zewnątrz) oraz jednostek (izolacja–sojusz, on–my):
uciekł. ale jeszcze spojrzał do środka:
przez jedno okno, przez drugie okno.
byliśmy tu najmłodsi.
to było dawno, coraz dawniej.
teraz: wyjechać
lub lepiej: zemdleć
obudzić się w którejś przeszłości,
w której było dobrze (w której?)
albo: pomyśl sobie, że wstajesz
jutro o szóstej rano
i jedziesz do tej budki na autostradzie,
w której nie ma nic
28W niedookreślonym teraz snute są rozważania o tym, co było „dawno, coraz dawniej”, i o tym, co mogłoby być jutro, a także formułowany jest imperatyw „wyjechać” albo „zemdleć”. Nie ma jednak mowy o nostalgicznej idealizacji przeszłości, postawione zostaje retoryczne pytanie o to, w której z nich było dobrze, oraz idąca za nim potrzeba ustalenia, czyja to wersja przeszłości, tak jak i teraźniejszości i przyszłości. W kolejnych wierszach poetka uzupełnia archiwa, rekonstruuje pozycje, pomagając nam zobaczyć wyraźnie ową krótkotrwałą perspektywę pojedynczego życia, wynikającą z różnie warunkowanych konieczności przetrwania. Najważniejszym budulcem świata przedstawionego są spięcia, dysproporcje, sytuacje afektywne, czyli takie, które powodują dyskomfort, wywołują reakcje afektywne poprzedzające pytania o źródła (najpierw rozpoznanych emocji, a następnie samych napięć; Gandhi nazywa je „afektywnym sprzeciwem”35). Aby efekt protestu wobec niesprawiedliwej struktury społecznej był jak najbardziej czytelny, Witkowska buduje najpierw tło, drugi plan, wspomnianą wielokrotnie odwróconą wspaniałą rzeczywistość. Nie demonizuje jej, nie doprowadza do apokaliptycznej zapaści, wręcz przeciwnie, nadaje jej cechy rytmicznej przewidywalności. Życie będące porządkiem nowej mitologii pozornie staje się więc ostoją nudy i bezpieczeństwa:
zorientowaliśmy się, że stoimy z otwartymi ustami.
po pół roku zorientowaliśmy się, że tak stoimy.
jest jakiś limit pustki, taka dawka
powyżej której już nie, już nawet nic.
(w kółko śpiewamy tę samą piosenkę, sr).
29I wtem mistrzyni suspensu wprowadza odstępstwa od głównej reguły : gnijące nasiona, obce włosy w książce, pękające robaki. Zaczyna się od tych małych pęknięć, których nagromadzenie prowadzi do zachwiania logiki arche, nadwątla poczucie bezpieczeństwa mocnych podmiotów, mocnych w sensie nadanej im/sobie większościowej pozycji umożliwiającej postrzeganie świata z uprzywilejowanej pozycji. Zdecydowanie największym wyzwaniem, które Witkowska decyduje się podjąć, jest zademonstrowanie za pomocą gestu odwrócenia perspektyw, odkrycia mechanizmów funkcjonujących we wspaniałej rzeczywistości – że owa krucha, przerażona mniejszość marginalizowanych podmiotów stanowi w istocie większość:
wyobrażam sobie, jak go bili, bo bili na pewno
i, że dostawał kakao na wodzie, nie na mleku.
zadajesz mi pytania. nie chcę ich. nie wiem.
(jesteśmy wspaniałą rzeczywistością, sr)
30Gdyby się jednak dobrze przyjrzeć, okaże się, że Witkowska nie dopuszcza do głosu mniejszościowych ikon: istot wykluczonych, marginalizowanych, podporządkowanych innych. Nie jest też tak, że sama mówi w ich imieniu. Zdarza się, że zajmuje ich pozycje, inkorporuje najpowszechniejsze stereotypy, wykorzystuje najbardziej nośne figury pełniące funkcję konsolidacyjną w dyskursie wspólnotowym:
spójrz, jakim jestem pięknym cyganiątkiem,
z otwartymi ustami: świeci się, świeci!
daj dotknąć !
to był żuk. myślałam, że to broszka.
(bani, bani, bani, bani, sr)
31Można by czytać ten wiersz jako ilustrację po althusseriańsku pojmowanej interpelacji: ustanowienie siebie cyganiątkiem oznacza jednoczesne przyjęcie negatywnych konotacji stojących za tym pojęciem. Witkowska wprowadza jednak elementy krytykujące aparat ideologii: używa formy deminutywnej, a także rozbija to utożsamienie, wprowadzając rodzaj żeński.
32Czemu to utożsamienie ma służyć? Interpelację zwróconą ku sobie, wystawioną na osąd publiczny („spójrz”), potraktować można jako demonstrację upodmiotowienia figury romskiego dziecka. W wierszu bani, bani, bani, bani mamy więc ruch tożsamościowej dyslokacji (zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę zaangażowanie autorki w działania mające na celu obronę wrocławskich Romów36), który jest najbardziej udanym i jaskrawym przykładem poetyckiej strategii Witkowskiej. Przejmując utworzoną z nawarstwiających się stereotypów, ale jednocześnie ujednoliconą (zwykle nie dookreśla się wyróżników subetnicznych tej nacji) tożsamość, projektując ją na samą siebie, podmiot podejmuje wyzwanie w wielu momentach przypominające propozycję Ethel Brooks, która postuluje odzyskanie pojęcia obozu/ obozowiska romskiego i poszerzenie jego zakresu semantycznego. Z jednej strony, stanowi ono afektywne repozytorium związane z obecnością Romów i Sinti w obozach koncentracyjnych, a odesłanie do tej figury staje się gestem otwarcia archiwum, żeby znalazło się w nim miejsce na historie znajdujące się na obrzeżach dominujących reprezentacji (jednym z niewielu miejsc pamięci jest pomnik ku czci zamordowanych przez nazistów Romów i Sinti w Berlinie). Z drugiej strony, w kontekście współczesnych ruchów okupujących przestrzeń (Arabskiej Wiosny, Occupy itp.) romski obóz staje się modelem antyneoliberalnej polityki, innego sposobu życia37, symbolem protestu wobec dystrybucji przywilejów ekonomicznych i symbolicznych, co staje się bardziej czytelne, jeżeli sięgniemy do słownika romani i spojrzymy na tłumaczenie słowa „bani”, które oznacza pieniądze.
33Autorka splendida realta najczęściej mówi głosem tych, którzy pozwolili rozerwać swoje pole widzialnego, którzy zobaczyli, dostrzegli, dopuścili istnienie tych podmiotów, a tym samym legitymizowali ich obecność we wspólnej przestrzeni. Nie oznacza to jeszcze ich uwspólnotowienia. Jest to gest rozpoznania ich jako podmiotów, ale jako innych podmiotów. Witkowska nie poszerza więc wcale „kółka graniastego” i nie mówi jak w dziecięcej wyliczance: jesteście tacy jak my, chodźcie się z nami bawić. Ona pokazuje, jak to kółko pęka:
łódź zatonęła koło Lampedusy.
śmialiśmy się: Łódź zatonęła? miasto?
my tu się śmiejemy, oni tam umierają.
więc co? mamy się nie śmiać?
kiedy się nie śmiejemy, to też umierają.
(kółko graniaste, lz 37)
34Zabieg zdemontowania własnej percepcji po to, by dojrzeć, jak świat może być oglądany z innych pozycji, możliwy jest dzięki retorycznym przechwytom anonimowych obserwacji, pochodzących, jak przyznaje autorka, z różnych, często „nieartystycznych” środków przekazu, i dzięki umieszczeniu owego świata w narracji, w której podstawowe proporcje zostają zaburzone. Retoryka Witkowskiej właściwie oparta jest na jednym wielkim odwróceniu proporcji: wymazaniu ekspresywności w opisie zdarzeń wywołujących silne reakcje na każdym poziomie – indywidualnym i zbiorowym, cielesnym i dyskursywnym. Nie trzeba wielkiej przenikliwości, żeby dojrzeć, że poetka nie tyle polemizuje z kimś lub czymś, ile rozmontowuje dyskurs „uczuć publicznych”38. Możliwe jest to tylko wtedy, kiedy przyjmujemy obce oceny jako własne, dzięki czemu unikamy prostego mechanizmu ośmieszenia, które byłoby ośmieszeniem konkretnego podmiotu, a wskazuje na budowę struktur afektywnych, które wielokroć powielane tworzą niezróżnicowany publiczny afekt, nierzadko stanowiący podstawę komunikatów formułowanych w różnorakich interesach. Wydaje mi się, że Witkowska opowieścią o „katastrofie kutra u wybrzeży Lampedusy”39 z 3 października 2013 roku, w której zginęło ponad 360 emigrantów z Erytrei, Somalii i Ghany, nie ilustruje nieuzgadnialności perspektyw „tu” i „tam”, niemożliwości komunikacji pomiędzy nimi i niekomunikowalności czyjegoś doświadczenia w skali zbiorowej katastrofy. Właściwie to nie jest opowieść o katastrofie łodzi, to opowieść o tym, jak informacja o katastrofie łodzi zmienia tę „krótkotrwałą perspektywę” jednostkowego życia, o którą się upominamy. Poetka używa dwóch figur najpowszechniejszych w komunikatach medialnych dotyczących kryzysu migracyjnego: metonimii i antytezy. Ogromną rolę odgrywa pierwsza z nich, która w wizualnych przekazach służy przede wszystkim dehumanizacji uchodźców za pomocą zbiorowej, mnogiej, ujednoliconej reprezentacji, które – jak dowodzą Roland Bleiker, David Campbell, Emma Hutchison i Xzarina Nicholson – blokują afektywne reakcje empatii i chęć działania40, a w zależności od towarzyszącego obrazowi przekazu uruchamiać mogą nawet wrogie nastawienie. W wierszu łódź pełniąca funkcję znaczącego, odsyłającego również do znajdujących się na tej łodzi migrantów, uprzedmiotawia ich. Mamy więc efekt dehumanizacji, a nawet reifikacji. Dalej w szeregu podstawień stoi porównanie łodzi do Łodzi, a użycie nazwy własnej, jakkolwiek byłoby nieadekwatną w tym kontekście asocjacją, uzmysławia nam jedno: jak niezróżnicowany jest obraz ofiar katastrofy, mającej miejsce w pobliżu włoskiej wyspy, pozbawionych własnych imion.
35Śmiech, którego pojawienie się stanowiłoby niemalże przejaw okrucieństwa, gdyby podążać za definicjami komizmu wskazującymi, że efekt komiczny budowany jest na – znów : uprzedmiotowionym – obiekcie żartu, przeciwstawiony zostaje śmierci. Status śmiechu we współczesnej kulturze poddany został wieloaspektowej analizie w książce Anki Parvulescu, osnutej wokół tezy, że śmiech jest doświadczeniem utraty siebie, chwilowego wyzbycia się własnej tożsamości i własnego ego. Autorka Laughter. Notes on a Passion, komentując uwagi Georges’a Bataille’a, zauważa, że „to ja, które opowiada historię, nie do końca było obecne, kiedy rozbrzmiewał jego śmiech. Tak jak ktoś nie może powiedzieć «jestem martwy» w czasie teraźniejszym, nie może też powiedzieć «śmieję się» w czasie teraźniejszym”41. Z tej refleksji o zatraceniu się w śmiechu kolejni komentatorzy wyciągają wnioski o możliwości budowania „nowej radykalnej demokracji”42, dla mnie najważniejsze jest jednak zdekonstruowanie zjawiska śmiechu jako istniejącego tylko dzięki obiektowi go wywołującemu i zakwestionowanie jego „rozrywkowego” statusu. Puenta zamykająca wiersz z jednej strony oznaczałaby, że antyteza śmiech versus śmierć jest fałszywa, z drugiej implikacja „kiedy się nie śmiejemy, to też umierają” zgodnie z prawami logiki działa tak samo, niezależnie od tego, którą wariację wybieramy (czy się śmiejemy, czy się nie śmiejemy). Stawką w tej grze nie jest jednak, rzecz jasna, nieśmiertelność, ale pokazanie nieuchronnej zależności pomiędzy indywidualnym i zbiorowym, prywatnym i publicznym, pomimo że śmiech czy jego brak pozornie nie mają żadnego związku z wydarzeniami dziejącymi się w okolicach Lampedusy.
36Ilona Witkowska, komentując tragiczne przypadki niesprawiedliwości, rekonstruuje i rozpisuje na drobne elementy poszczególne etapy zbiorowego postrzegania, żeby zademonstrować nam, jak można widzieć je inaczej. Z układanki omawianych obrazków, mininarracji wyłania się propozycja nowego modelu uczuć publicznych, afektywnej równości i sprawiedliwości emocjonalnej43. Alternatywny układ zorientowany jest nie tyle na dekonstrukcję jednostkowych tożsamości, ile na politykę koalicyjną. Możliwość koalicji w intersekcjonalnej konceptualizacji Anny Carastathis nie jest przeciwstawiana polityce tożsamości, ale staje się podstawą innego, nieesencjonalnego rozumienia samej tożsamości, która byłaby rozwijającą się w czasie konstrukcją, powstającą na przecięciu różnie warunkowanych usytuowań podmiotów w świecie.
37Kiedy więc Witkowska pyta, „kim jesteśmy my?” (gniazdo ze śliny i gliny, lz 41), zamykając tym pytaniem antytetyczne oświadczenie dotyczące własności tego, co znajduje się „tu”: „tu nic nie jest moje / i wszystko jest moje”, otwiera w poezji dyskusję nie tylko o nowym podziale przestrzeni symbolicznej, ale przede wszystkim proponuje inaczej spojrzeć na układ społeczny, który nie jest wynikiem stabilnych pozycji, raz na zawsze ustalonych na podstawie najwyraźniejszych cech podmiotów, będących efektem pochodzenia (rasa, narodowość, etnia, płeć) czy nadania (status społeczny, kapitał ekonomiczny i symboliczny). W tym celu uruchamia szereg asocjacyjnych obrazów i pokazuje, jak łatwo przesunąć owe pozycje, jeżeli zrozumiemy, że stanowią one rezultat afektywnych inwestycji uwarunkowanych różnorakimi ideologiami (narodowymi, rasowymi, ekonomicznymi). Jednocześnie pokazuje, że wspólnototwórcze afekty mogą być dystrybuowane w poprzek hierarchicznych osi, mobilizując zdolności do integracji przeciw opresjom44 czy – innymi słowy – w ramach nowej polityki praktykowanej na imperialnych peryferiach45.W ten sposób tworzy podwaliny nowej wspaniałej rzeczywistości, innego modelu podmiotu i świata.
Notes de bas de page
1 D. Graeber, Caring Too Much. That’s the Curse of the Working Classes, „The Guardian online”, http://www.theguardian.com/commentisfree/2014/mar/26/caring-curse-working-class-austerity-solidarity-scourge [dostęp: 15.02.2016].
2 A. Kałuża, Strach, „Tygodnik Powszechny : Dodatek Nagroda Poetycka Silesius” 2013, nr 19, https://www.tygodnikpowszechny.pl/strach-19270 [dostęp: 15.02.2016].
3 I. Witkowska, M. Mandelt, Nie rasizm, a umiłowanie porządku, „Le Monde diplomatique. Edycja polska” 2013, nr 5, http://monde-diplomatique.pl/LMD87/index.php?id=1_3 [dostęp: 19.02.2016].
4 Korzystam z następujących wydań poezji Ilony Witkowskiej (w nawiasach podaję użyte skróty): splendida realta, Poznań 2012 –sr oraz Lucyfer zwycięża, Kraków 2017 – lz.
5 Korzystam tutaj z tłumaczenia Michała Herera, który pojęcie gouvernementalité przekłada jako „urządzanie” (we wcześniejszych przekładach funkcjonowało słowo „rządomyślność”). Neologizm ten odnosi się nie tylko do politycznego znaczenia rządów, ale także do stosowanej do xviii wieku definicji rządzenia sobą, rodziną, domostwem etc., a owo podwójne znaczenie wskazuje na bliskość mechanizmów władzy i upodmiotowienia. Zob. M. Foucault, Bezpieczeństwo, terytorium, populacja…
6 Zob. J. Butler, What is Critique ? An Essay on Foucault’s Virtue, „transversal. multilingual webjournal” 2006, nr 8, http://eipcp.net/transversal/0806/butler/en [dostęp: 10.02.2016].
7 Tamże.
8 To także tytuł książki zawierającej dwa wykłady z 1978 i 1979 roku, wygłoszone w Collège de France, i wywiad przeprowadzony w 1977 roku, zob. The Foucault Effect. Studies in Governmentality, red. G. Burhell, C. Gordon, P. Miller, Chicago 1991.
9 Zob. E. Domańska, Co z nami zrobił Foucault?…, s. 61–79.
10 M. Foucault, Preface, w : G. Deleuze, F. Guattari, Anti-Oedipus. Capitalism and Schizophrenia, przeł. R. Hurley, M. Seem, H. R. Lane, London–New York 2004, s. xiv–xv.
11 M. Podgórnik, Rozgardiasz w sercu…, s. 180.
12 L. Gandhi, Affective Communities. Anticolonial Thought and the Politics of Friendship, Delhi 2006.
13 Wierzę w chaos, z Iloną Witkowską rozmawia Kuba Wojtaszczyk, http://www.kulturaupodstaw.pl/aktualnosci/942/wierze-w-chaos [dostęp: 22.02.2016].
14 G. Ch. Spivak, Czy podporządkowani inni…, s. 201.
15 A. Etzioni, Wspólnota responsywna: perspektywa komunitariańska, przeł. P. Rymarczyk, w: Komunitarianie. Wybór tekstów, red. P.Śpiewak, Warszawa 2004, s. 190–191.
16 Zob. J. Skurtys, „Okruchy, strachy”, króliku!, „Wyspa” 2013, nr 2, s. 111–114, A. Kałuża, Strach…, U. Pawlicka, Patrzeć jak gołąb w gnat, „artPapier” 2013, nr 9, http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=176&artykul=3769[dostęp: 24.02.2016].
17 Wierzę w chaos…
18 Zob. Żabka to koszmar. A na imię mu polski kapitalizm, z Joanną Jurkiewicz rozmawia Jakub Dymek, „Dziennik Opinii” 2015, nr 167, http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20150615/jurkiewicz-zabka-koszmar-na-imie-mu-polski-kapitalizm [dostęp: 25.02.2016].
19 R. Barthes, Mit dzisiaj, przeł. W. Błońska, w : tegoż, Mit i znak. Eseje, Warszawa 1970, s. 25–61.
20 Zob. M. Maffesoli, Czas plemion. Schyłek indywidualizmu w społeczeństwach ponowoczesnych, przeł. M. Bucholc, Warszawa 2008.
21 M. Hardt, Praca afektywna…, s. 93.
22 M. Bucholc, Rodzina światowa jako laboratorium…, s. 64.
23 Zob. K. Weston, Families We Choose: Lesbians, Gays, Kinship, New York 1991.
24 Zob. A. Kowalczyk, Wspólnota poszerzona – spotkania ludzkich i pozaludzkich aktorów, „Praktyka Teoretyczna” 2010, nr 1, s. 116–135, a także fundamentalną pracę Brunona Latoura, w której dokonuje on przeformułowania obrazu świata społecznego. Zob. tegoż, Splatając na nowo to, co społeczne. Wprowadzenie do teorii aktora-sieci, przeł. A. Dera, K. Arbiszewski, wstęp K. Arbiszewski, Kraków 2010.
25 Zob. E. Domańska, Humanistyka ekologiczna, „Teksty Drugie” 2013, nr 1–2, s. 13–32.
26 D. Haraway, Manifest gatunków stowarzyszonych, przeł. J. Bednarek, w: Teorie wywrotowe. Antologia przekładów, red. A. Gajewska, Poznań 2012, s. 251.
27 E. Domańska, Humanistyka ekologiczna…, s. 24.
28 Zob. M. Douglas, Czystość i zmaza. Analiza pojęć nieczystości i tabu, przeł. M. Bucholc, Warszawa 2007.
29 D. Haraway, Manifest gatunków stowarzyszonych…, s. 242.
30 Zob. tejże, Value-Added Dogs and Lively Capital…, s. 93–94.
31 Tamże, s. 100
32 Tejże, Manifest gatunków stowarzyszonych…, s. 247–248.
33 Zob. J. Butler, Ramy wojny. Kiedy życie godne jest opłakiwania ?, przeł. A. Czarnacka, Warszawa 2011, s. 84–85.
34 Zob. tamże, s. 86.
35 L. Gandhi, Affective Communities…, s. 10.
36 Zob. I. Witkowska, M. Mandelt, Nie rasizm a umiłowanie porządku…, oraz szereg reportaży i komentarzy dotyczących wyburzenia romskiego koczowiska w lipcu 2015 roku we Wrocławiu, m.in. w „Dzienniku Opinii” 2015, nr 204.
37 Zob. E. Brooks, Reclaiming: The Camp and the Avant-Garde, w : We Roma: A Critical Reader in Contemporary Art, red. D. Baker, M. Hlavajova, Utrecht 2013, s. 115–138.
38 Zob. A. Cvetkovich, Public Feelings, „South Atlantic Quarterly” 2007, nr 3, s. 459–468.
39 Tak polska wersja Wikipedii tłumaczy określenie wydarzenia sformułowane przez bbc jako „Lampedusa boat disaster”, zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_kutra_u_wybrze%C5%BCy_Lampedusy [dostęp: 24.02.2016].
40 R. Bleiker, D. Campbell, E. Hutchison, X. Nicholson, The Visual Dehumanisation of Refugees, „Australian Journal of Political Science” 2013, nr 4, s. 398–416.
41 A. Parvulescu, Laughter: Notes on a Passion, Cambridge 2010, s. 85.
42 J. Vlieghe, M. Simons, J. Masschelein, The Democracy of the Flesh: Laughter as an Educational and Public Event, w: Philosophy of Education Yearbook 2009, red. Deborah Kerdeman, s. 204–212. Zob. też M. Weeks, Bodies, Selves and the Temporal Collapse in Laughter, https://www.inter-disciplinary.net/probing-the-boundaries/wp-content/uploads/2012/12/weekstsbpaper.pdf [dostęp: 23.02.2016].
43 Pojęcia pochodzą z tekstów: K. Lynch, Affective Equality: Who Cares ?, „Development” 2009, nr 3, s. 410–415, oraz A. Cvetkovich, Public Feelings…
44 Zob. A. Carastathis, Identity Categories as Potential Coalitions…, s. 961.
45 Zob. L. Gandhi, Affective Communities…, s. 7–8.
Le texte seul est utilisable sous licence Creative Commons - Attribution - Pas d'Utilisation Commerciale - Pas de Modification 4.0 International - CC BY-NC-ND 4.0. Les autres éléments (illustrations, fichiers annexes importés) sont « Tous droits réservés », sauf mention contraire.
Maszynerie afektywne
Literackie strategie emancypacji w najnowszej polskiej poezji kobiet
Monika Glosowitz
2019
