Ucieczka koni
p. 198
Texte intégral
1Na drugi dzień pochodu w nocy spotkał nas wypadek, którego znaczenia nie zrozumieliśmy od razu. Zbudził nas nagle huk i tętent w obozie. Zerwaliśmy się. Kazano nam pod bronią stanąć. Mówiono o napadzie kozaków. Staliśmy pod bronią do rana i pokazało się, że jeździe naszej całej konie się od kołków poodrywały i uciekły. Kilkadziesiąt szwadronów pozostało na piechotę. Rozesłano na wsze strony w step celem odszukania koni; piechotę zaś i artylerię ustawiono w szyku bojowym, oczekując lada moment ataku nieprzyjaciela, który za nami z bliska ciągnął. Godziny jednak upływały – nieprzyjaciel się nie pokazywał. Wreszcie huzary odszukali konie przy stertach siana w stepie i przypędzili. Nastąpiło rozbieranie ich pomiędzy szwadrony. Godziny znów upływały i nieprzyjaciel nie atakował. Wydawało się to dziwnem, tym bardziej że w wigilię dnia tego legion polski, który szedł w straży tylnej, stawił czoło straży przedniej austriackiej, legion zaś włoski z zasadzki w kukurydzach zgromił szwoleżerów. Po rozebraniu koni ruszyliśmy w pochód dalej. Tajemnica, dlaczego nas Austriacy nie atakowali, wyjaśniła się później. I im konie w nocy uciekły. Sprawiło to trzęsienie ziemi, które konie przestraszyło.
2Przedruk za: T. T. Jeż, Od kolebki przez życie, t. 1, Kraków 1936, s. 351–352.
Auteur
-
Teodor Tomasz Jeż (właśc. Zygmunt Miłkowski)
(1824–1915)
Le texte seul est utilisable sous licence Creative Commons - Attribution - Pas d'Utilisation Commerciale - Pas de Modification 4.0 International - CC BY-NC-ND 4.0. Les autres éléments (illustrations, fichiers annexes importés) sont « Tous droits réservés », sauf mention contraire.
