Breaking Bad kochanego Stacha
p. 35-55
Texte intégral
Non omnis moriar .46
(Bolesław Prus, Lalka)
Remember my name.47
(Hasło towarzyszące ostatniemu sezonowi Breaking Bad)
1Zacznijmy od właściwie postawionego pytania, z nadzieją, że gdy zapytamy w odpowiedni sposób, wszystko stanie się jasne. Spróbujmy więc rozpocząć pożyczonym od Szumana wykrzyknieniem: „Jakim sposobem można w pół roku zrobić pół miliona rubli?” (L, 2, 571). Zauważmy, że gdy zapytamy w sposób analogiczny bohatera serialu Breaking Bad Waltera White’a: „Jakim sposobem można zarobić w dwa lata kilkaset milionów dolarów”, odpowiedź będzie podobna. Ale z nią poczekajmy jeszcze chwilę.
2Dlaczego przywołano tu głównego bohatera Breaking Bad? Po części dlatego, że wyróżnia się z plejady antybohaterów, w których obfitują wybitne seriale współczesne48. Po drugie zaś, co postaram się za chwilę pokazać, jest postacią Wokulskiemu pokrewną – może nie na tyle, żeby stanowić jego alternatywny współczesny żywot, ale na pewno w skali wystarczającej, by niekiedy stanowić dla „kochanego Stacha” mroczny rewers, niekiedy zaś wyrzut sumienia. Przede wszystkim zaś pomaga spojrzeć w nieco inny sposób na jedną z najbardziej znanych postaci kultury polskiej.
3Pytanie Szumana pozwala na początek ustalić, co było momentem przełomowym dla obydwu bohaterów, mężczyzn w średnim wieku – to decyzja, aby zarobić duże pieniądze (pomińmy na razie jej motywacje). To ona doprowadziła do powstania Wokulskiego, jakiego znamy z kart powieści. Wreszcie to ona uczyniła ze skromnego nauczyciela chemii Waltera White’a legendarnego króla świata przestępczego znanego jako Heisenberg.
4Lecz gdy cofniemy się do młodszych lat obu protagonistów, zobaczymy również sporo podobieństw – naznaczenie biedą, wielki potencjał zmarnowany przynajmniej po części przez postępki złych ludzi, niesłabnącą przez lata fascynację nauką, popadnięcie w apatyczne pogodzenie z rzeczywistością i jej codziennymi kompromisami. Decyzja pozwala się z tej sytuacji wyrwać, chociaż za cenę obudzenia mrocznych i potężnych sił, które w końcu obu bohaterów pożrą.
5Obie postaci budzą sympatię (także dlatego, że wiemy, że wcześniej nie było im lekko), jednak Wokulski – zdaje się – bardziej bezwarunkowo. Tu tkwi różnica w odbiorze postaci, choć, jak postaram się pokazać, nie do końca w ich istocie moralnej.
6Bohater Breaking Bed od początku ma świadomość przekraczania barier moralnych – sam tytuł zapowiada historię o „schodzeniu na złą drogę”, a twórca serialu określał jeden ze swoich głównych celów jako pokazanie przemiany „mr Chips into Scarface”, czyli ciamajdy w groźnego gangstera. Nic więc dziwnego, że w tę stronę szły interpretacje – aż do określenia go jako moralitetu („[to] opowiedziany w thrillerowym napięciu epicki upadek człowieka”), historii o braku odpowiedzialności moralnej:
Ponad wszystkich zwykłych ludzi, niewolników strachu i reguł społecznych, wyniósł Waltera medyczny wyrok śmierci. [...]
W klasycznym teście moralności prawdę o poddanym próbie zdradzają te czyny, za które nie może on zostać pociągnięty
do odpowiedzialności, jako że nikt się o nich nigdy nie dowie. W Breaking Bad prawda wychodzi na jaw, ale żadna kara nie dotknie już skazanego na śmierć; umarł, zatem jest nieśmiertelny. [...]
Na Karamazowowe: „Nie ma Boga, więc wszystko wolno”, Pan Biały odpowiada: „Tak naprawdę już nie żyję, więc wszystko mi wolno”49.
7Czy stopniowaniu zła:
Jak na orbicie gangstersko-mafijnej poradzi sobie dobry człowiek? To bardzo proste. Poradzi sobie przez tytułowe „breaking bad”, jak w slangu Dzikiego Zachodu do dzisiaj nazywa się przejście na złą stronę prawa. Na złej orbicie trzeba być złym elektronem, a jak się chce dożyć piątego sezonu, [...] trzeba być najgorszym z całej powłoki50.
8Należy przy tym podkreślić, że sympatia widza (ale i twórców) przez długi czas znajduje się zdecydowanie po stronie głównego bohatera:
Wzię ci w sza n t aż em o c j o n a ln y dzię k i szt uce n a r r a c j i t e l e w i z y j n e j [wyróżn. B.Sz.] utożsamiamy się z Walterem i kibicujemy mu w heroicznym dziele zasypywania Nowego Meksyku rekordowo czystą metaamfetaminą, w jego walce z konkurencją narkotykową oraz policją, w ciągłym oszukiwaniu rodziny, przyjaciół, w mordowaniu ludzi winnych, a w końcu także niewinnych51.
9Jest wiele powodów, dla których Walterowi „kibicujemy” czy też dla których kibicują mu widzowie w Ameryce i na całym świecie. Oczywiście, można mówić o szantażu sztuki narracji – dużo łatwiej widzowi (czy też czytelnikowi, bo zaraz chciałbym wrócić do bohatera Lalki) zbliżyć się do bohatera, jeżeli ogląda świat jego oczyma i zna jego motywacje. Ale należy także pamiętać, że wybitne seriale ostatnich lat przećwiczyły na widzach zdobywanie sympatii dla bohaterów „moralnie wątpliwych”:
bohaterów, których, jak głosiła konwencjonalna mądrość, Amerykanie nigdy nie wpuszczą do swoich salonów: nieszczęśliwych, moralnie wątpliwych, skomplikowanych, głęboko ludzkich52.
10Czy byli to Tony Soprano, Al Swearengen, Dexter albo Jax Teller, postaci, dla których hektolitry przelanej krwi nie powodowały dyskomfortu sumienia, zawsze udawało się znaleźć narrację, która zbliżała widza do bohatera – tę sprawę analizowano już wielokrotnie, podobnie jak przełomowy dla tej kwestii piąty odcinek Rodziny Soprano, zatytułowany College53. Warto przy okazji zauważyć, że wszyscy oni działali w przestrzeni pewnej luki moralnej wyznaczanej przez amerykańską kulturę, po drugie zaś znajdowali się na szczycie różnych hierarchii, stając się samcami alfa swoich stad.
11Za pewne zwieńczenie trendu antybohatera uznać można postać Rustina Cohle’a z serialu Detektyw, z którego pochodzi następujący dialog między parą detektywów, głównych bohaterów filmu:
Martin Hart: Czy zastanawiasz się czasem, czy nie jesteś złym człowiekiem?
Rustin Cohle: Nie. Nie, Marty, nie zastanawiam się. Świat potrzebuje złych ludzi. Trzymamy innych złych ludzi z dala od drzwi.54
12O ile wcześniej antybohaterami byli ludzie do pewnego stopnia źli (lub ze złem związani) – o tyle tu za złych uważają się stróże prawa i porządku (walczący zresztą bez wątpienia z innym wielkim Złem).
13Waltera White’a w momencie rozpoczęcia opowieści poznajemy jako ciamajdowatego współczesnego amerykańskiego everymana – człowieka życiowo przegranego, zaszczutego, bezsilnego, pokornie znoszącego życiowe upokorzenia dla dobra swojej rodziny – żony, niepełnosprawnego syna i mającej się niebawem narodzić córeczki. To postać uosabiająca w nieco przerysowanej formie lęki współczesnych Amerykanów (a być może w ogóle ludzi Zachodu) z klasy średniej w dobie kryzysu ekonomicznego oraz narastającej erozji i pauperyzacji tej klasy. American dream Waltera to przerażająco smutna opowieść o człowieku, który postępował dobrze, miał swoją dumę i za to spotkała go kara. Jego odpowiedzią na taki los staje się kariera w stylu American outlaw – zakorzeniony w kulturze Stanów Zjednoczonych wzorzec amerykańskiego wyrzutka – krwawy koszmar, który zaprowadzi go na szczyt potęgi i na dno upadku moralnego. Niejako w imieniu (albo zamiast) widzów zdobywa fortunę (odgrywając się zresztą przy okazji na nieuczciwych wspólnikach, obecnie bogaczach z klasy wyższej) i zabezpiecza rodzinie byt po swojej śmierci55.
14Wokulskiego współcześni czytelnicy również lubią i kibicują mu, zwłaszcza gdy odnoszą się do nieco upraszczającej interpretacji z filmu Wojciecha Jerzego Hasa:
Kibicujący Wokulskiemu widz przeżywa prawdziwe katusze, widząc, jak dumny kupiec płaszczy się przed zdegenerowanymi arystokratami i lokuje swoje czyste i naiwne uczucie w najmniej odpowiednim miejscu. Nadchodzi też jednak moment triumfu, gdy na skierniewickim dworcu Stach, odkrywszy właśnie zdradę ukochanej, z dumą żegna się z nią, oznajmiając w języku Szekspira: „Farewell, miss Iza, farewell!”.56
15Przeważnie wszakże, jeżeli już nie patrzymy na rzeczywistość oczami samego Wokulskiego, opowieść snuje „zakochany” w nim Rzecki, którego pamiętnik zajmuje pokaźne partie powieści57.
16Ale przecież można spojrzeć na „kochanego Stacha” z nieco innej, bardziej podejrzliwej perspektywy, podsuniętej zresztą tyleż przez zestawienie go z postaciami antybohaterów kultury współczesnej, co i mocno zarysowanej w samym tekście powieści (choć zwykło się umniejszać wagę owych, niechętnych Wokulskiemu głosów). Dostrzeżemy wówczas, że jest on (a przynajmniej może być) postacią pod względem moralnym co najmniej problematyczną. Jego stosunki z Rosjanami bywały przedmiotem radykalnie różnych ocen – od surowego potępienia58 do oceny pozytywnej, jako działań w gruncie rzeczy rozsądnych i na swój sposób patriotycznych59 – ale przecież nie sposób nie wątpić w pozytywne aspekty niektórych jego przedsięwzięć. I to moment, aby powrócić wreszcie, do pytania doktora Szumana. Przywołajmy je zresztą w formie bardziej rozbudowanej z raczej naiwnymi odpowiedziami Rzeckiego.
– [...] Bo tylko pomyśl. Pojechał po majątek, gdzie?... na wojnę turecką... Na wojnę turecką!... czy rozumiesz doniosłość tych słów?... Tam zrobił majątek, ale w jaki sposób?... J a k i m s p o s o b e m m o żn a w p ół r o k u zr o b ić p ół mi lio n a r u b l i?...
– Bo obracał dziesięcioma milionami rubli – odparł Rzecki – więc nawet zrobił mniej, niżby mógł...
– Ale czyje to były miliony?
– S uzin a... k u p c a... j eg o p rzyj acie l a...
– Otóż to!... (wyróżn. B.Sz.; L, t. 2, s. 517)
17Mamy więc odpowiedź, która wszakże domaga się kolejnych pytań. Pierwsze dotyczy tego, kim był Suzin. Zadziwiająco często za naiwnym Rzeckim powtarza się owo „kupiec i przyjaciel”. Ale czy człowieka, który załatwia olbrzymie interesy z wojskiem i daje dziesięć milionów rubli „do obracania”, właściwie jest nazywać kupcem? Określenie „kupiec” to zresztą wstęp do mistyfikacji recepcyjnych, dotyczących zarówno Suzina, jak i Wokulskiego, co do którego przytacza się bez końca tę bezsensowną etykietę przylepioną przez niezbyt przenikliwe środowisko arystokracji warszawskiej. W określeniu tym gubią się nie tylko źródła jego majątku i jego skala, ale także sposób postępowania w interesach. Wokulski działa impulsywnie, zrywami, wciąż ryzykując – sam swoje przedsięwzięcia wielokrotnie porównuje do hazardu, co zresztą nieodległe było od postrzegania spekulacji ekonomicznej w II połowie XIX wieku:
podejmowanie decyzji finansowych w XIX wieku opierało się na znacznie szczuplejszym niż dziś zasobie informacji, mających charakter plotek [...]. Nie zdawano sobie też do końca sprawy z reguł rządzących życiem gospodarczym, takich choćby jak analizowane w pracach Marksa zjawisko cyklu gospodarczego; decydowano się często na ryzykowne inwestycje na skalę państwową [...]. Nic więc dziwnego, że gra na giełdzie czy inwestowanie postrzegane były znacznie bardziej w kategoriach ryzyka, łutu szczęścia, przypadku, który decydował w wygranej czy przegranej. Tak właśnie widzi swój sukces finansowy Wokulski60.
18Niekiedy zresztą jego działania postrzegane są jako jawnie sprzeczne z właściwym postępowaniem kupca/przedsiębiorcy, czyniąc go na tym polu niewiarygodnym – jak nie bez racji stwierdza hrabia Liciński:
Wokulski jest to skończony dżentelmen, strzela jak Nemrod, ale... to żaden kierownik interesu kupieckiego. Bo dzisiaj rzuci miliony w przedsiębiorstwo, a jutro wyzwie kogo na pojedynek i wszystko narazi. (L, t. 1, s. 373)
19Przed kilkoma laty w artykule Żywa „Lalka”, martwy Prus? pisałem:
Powiedzmy więc jasno i dobitnie – Wokulski nie robi wielkich pieniędzy na handlu. Najpierw sprzedaje się bogatej wdowie, wżeniając się w sklep Minclów. Potem korzystając z protekcji umocowanego w Rosyjskich elitach władzy i biznesu Suzina, pomnaża majątek, korzystając z zawieruchy wojennej w Bułgarii. Później zaś pomaga w gigantycznych zakupach wojskowych prowadzonych przez Rosjan w Paryżu. Sklep jest więc tylko dodatkiem do fortuny aferzysty – co zresztą znakomicie potwierdza się w naszej wiedzy o tym, jak powstawały wielkie majątki pod koniec wieku XIX. Oczywiście kłóci się to z kolei z wizerunkiem Polaka pod zaborami, byłego powstańca i studenta Szkoły Głównej. Dlatego też w Polsce trudno jest dla Wokulskiego znaleźć nazwę (często nazywany bywa kupcem). Dlatego w Paryżu postrzegany jest jako Rosjanin.
[...] gdyby Lalkę przenosić w dzisiejsze realia [...], Wokulski byłby może lobbystą, polskim pośrednikiem w handlu surowcami naturalnymi. Przyjaźniłby się może z Wiktorem Buttem i rosyjskimi oligarchami (puszczając wodze fantazji – rolę Suzina mógłby odgrywać zwolniony z więzienia i nakłoniony do służenia władzy Michaił Chodorkowski) Oczywiście dzisiejszy Wokulski mógłby mieć także „porządne” interesy – dom towarowy i udziały w spółkach notowanych na giełdzie. Ale nie one byłyby źródłem jego ogromnego bogactwa61.
20Dziś wiemy, że Chodorkowski po zwolnieniu z łagru nie zaczął współpracy z władzami rosyjskimi – ale rozpad zbudowanej powyżej analogii każe zastanowić się nad drugim z członów, którym Rzecki określił Suzina. Problematyczna jest już natura łączącej ich więzi62 oraz jej praźródła63. Poznali się na Syberii, tyle wiadomo. Suzin, co można sądzić z natury jego interesów związanych z wojskiem, jest zapewne byłym oficerem. Ale w jakim charakterze przebywał na Syberii? I czy był skazańcem, czy dozorcą? Czym Wokulski konkretnie zdobył jego przyjaźń? To sprawy tajemnicze (od razu można zapytać: co sądzimy o ewentualnym brataniu się polskiego skazańca z rosyjskim wojskowym?). Przypomnijmy, że badacze stawiali już wcześniej podobne pytanie:
w jaki sposób Wokulski uzyskał dostawy dla wojska?
Zważmy: Wokulski w 1863 walczył z bronią w ręku i przeciwko caratowi. Był sądzony, następnie zesłany na Sybir, do Irkucka. W roku 1870 uzyskał zezwolenie na powrót do Warszawy. Ten sam człowiek – notowany w kartotekach policji politycznej jako eks-buntownik i eks-więzień polityczny, zmuszony legitymować się paszportem ze stemplem ,,bywszij miatieżnik” – otrzymuje pozwolenie na tak ważny współudział w carskiej machinie wojennej, jak dostawy dla wojska.
Dla kogoś, kto zna ówczesne stosunki, jasne jest, że wrota do możliwości zrobienia fortuny mogły mu otworzyć: albo łapówka dana komuś, kto decydował, albo polecenie przez kogoś ważnego, jako swojego człowieka, z którego usług można skorzystać.64
21Wiele o Rosjaninie mówi nieprzepuszczona przez cenzora scena spotkania obu panów w Warszawie65. Józef Bachórz sugeruje, że owa przyjaźń była niecenzuralna, że chodzi w ogóle o zbyt ciepły ton tych stosunków. Może i tak. Ale tę scenę czytać można także mniej dla Suzina przychylnie. Ten zachowuje się jak typowy „nowy ruski” – wystrojony w obrzydliwie gruby złoty łańcuch (czy Wokulski, gdy był w Moskwie, też taki nosił?) przybywa do Warszawy jak do siebie – do „przyjaciela” odnosi się protekcjonalnie, udzielając mu swoistych porad ze swojego specyficznego rosyjskiego punktu widzenia, z tej pozycji również krytykując polskie społeczeństwo. Opinia większości mówi, że Suzin daje Wokulskiemu zarobić. Ale widziałbym także inną interpretację tej kwestii: on Wokulskiego kupuje. W uczciwej transakcji płaci za jego moralność i zdolność do krótkotrwałych efektownych zrywów.
22Bo czy można uczciwie zarobić w tak krótkim czasie pół miliona rubli? Z tego, co mówi Szuman, wynika, że według niego nie można. Nie był on zresztą jedynym, który miał co do tego wątpliwości.
23Epizod bułgarski (i w ogóle poziom moralny Wokulskiego) budził liczne wątpliwości pierwszych recenzentów. Już Świętochowski pisał całkiem zasadnie (może gdyby w innych miejscach nie pomylił się tak bardzo, ten fragment traktowano by z większą uwagą?), że bohater „zarabia setki tysięcy rubli w n i e c z y s t e j s p e k u l a c j i d o s t a w wo j s k o w yc h 66” [wyróżn. B.Sz.]. Wtórował mu np. Antoni Lange, który celnie zauważał:
Wokulski ma w sobie wiele cech znakomitych, ale znajdują się w jego malowidle sprzeczności, niekonsekwencje, powtarzania: w podejrzany sposób wzbogacił się w Bułgarii i uważa się za porządnego człowieka.67
24Zresztą podobną konstatację powtarza współczesny badacz:
dziwnie mało wiemy też o ośmiomiesięcznym pobycie Wokulskiego w Bułgarii – realizował dostawy dla wojska, jakoś tam też współpracował z Suzinem, pewnie nie tylko jako tłumacz...68
25Tak – to zagadkowa sprawa, ten pobyt na wojnie, z której bohater wraca, i to właśnie w momencie powrotu widzimy go po raz pierwszy. Skoro zaczęliśmy od analogii pomiędzy Walterem White’em a Wokulskim, w tym momencie narzuca się inne porównanie serialowe – z Nicholasem Brodym, bohaterem serialu Homeland69. Ten amerykański żołnierz także wraca z wojny i także, jak bohater Lalki, jest dla innych (bohaterów, ale i widzów) zagadką – czy jest bohaterem czy zdrajcą? Co przeżył podczas wojny? Ile śmierci widział? Ile śmierci zadał? O ile większość napięcia pierwszego sezonu Homeland opiera się na powolnym i meandrycznym dochodzeniu do odpowiedzi na te pytania, a na koniec widz wie wszystko, o tyle jednak postać Wokulskiego pozostaje enigmatyczna:
Pojawieniu się Wokulskiego [...] towarzyszy pytanie o podmiot. Nim Rzecki powita przyjaźnie ukochanego Stacha, rzuca niepewne „Kto to” (t. 1, 70). [...] Kondycja z trudem rozpoznawanego (niepoznanego i niezrozumianego) indywiduum okazuje się w zasadzie najwłaściwszą formułą określającą specyfikę miejsca i roli Wokulskiego w świecie Lalki .70
26Sam Wokulski, przybywszy do Warszawy z wojny z wielkim majątkiem, nie do końca przekonany jest o tym, że zdobył go w sposób właściwy. Gdy Rzecki dopomina się o moralność w polityce i prowadzeniu wojen, wygłasza socjodarwinistyczną tyradę o silnych i słabych71 (można to zrozumieć w ten sposób, że zamiast po stronie dobrych, stanął po stronie silnych). Drugą racjonalizacją, którą przedstawia Wokulski (a my często się na nią „nabieramy”) jest teza o tym, że dzięki temu pomnożył niewyobrażalnie majątek budowany przez dwa pokolenia Minclów. To prawda. Ale – czy pieniądz może kogokolwiek rozgrzeszyć? Czy nagły, spekulacyjny majątek, co do którego sam bohater miewa wątpliwości, może wyciszyć wątpliwości? Być może częściowo rozgrzeszyć mogą one Waltera White’a, który rozpoczął swój proceder, by zabezpieczyć rodzinie byt po swojej rychłej śmierci. Być może rozgrzeszyć mogą Tony’ego Soprano, dla którego cała mafijna działalność to biznes. Ale Wokulskiego, wciąż przekonanego o swoim przeznaczeniu do wielkich wyzwań? O swojej dobroci i wysokim poziomie etycznym? („Ja – idealista, ja – uczony, ja, który przecie rozumiem, że pół miliona rubli człowiek nie mógłby wypracować przez całe życie, nawet przez trzy życia...” – L, t. 2, s. 505).
27Nawet jeśli przyjmiemy argumentację Józefa Bachórza, że była to okazja, aby pomnażać jakże szczupłe polskie kapitały72, a bohater Lalki wykazał się rzetelnością oraz niebywałą uczciwością, i za Szumanem powiemy: „Ale mniejsza; przypuśćmy, że w tym razie nie zrobił żadnego świństwa...” (L, t. 2, s. 571), musimy przejść do kwestii jeszcze bardziej problematycznej – udziału Wokulskiego w paryskim przedsięwzięciu Suzina.
28Epizod paryski, bardzo bogaty i skomplikowany znaczeniowo (piszę o nim także w pierwszym artykule z Dodatku) 73, czytany jest korzystnie dla głównego bohatera Lalki jakby z pominięciem kwestii kim on w Paryżu jest (czy też: jako kto tam pojechał)? Podkreślałem już, że osąd Wokulskiego trudno uznać za wiarygodny, a jego opinię o Paryżu czy Francji za zgodną z poglądami Bolesława Prusa. Wydaje się jednak, że zbyt często to, co bohaterowi się w tym mieście przytrafia, traktuje się jako funkcję miejsca, nie zaś postaci. Ewa Paczoska pisała słusznie:
Suzin pokazuje Wokulskiemu miasto z pozycji zdobywcy, w jego protekcjonalnym tonie można wyczuć rodzaj lekceważenia dla tego, co już „zawłaszczone” [...] Suzin uczy, jak poruszać się w świecie międzynarodowej finansjery. Ale aby doń wejść, Wokulski musi zgodzić się na fałszywą rolę – rolę Rosjanina w Paryżu74.
29Wydaje się jednak, że gdy zamiast narodowości podkreślimy pozycję Wokulskiego oraz jego protektora, nawet lepiej zrozumiemy to, co przydarza się bohaterowi we francuskiej stolicy.
30Paczoska stwierdza dalej:
Warto w tym momencie przypomnieć osobliwą galerię paryskich interesantów Wokulskiego – właśnie ludzi nowej Europy, której reguły wykładają Stachowi Suzin i Jumart.75
31Ale przecież powiedzieć można, że Wokulski tak samo przybywa do Paryża jako człowiek nowej Europy. Jako przyjaciel i bliski współpracownik Suzina – niezwykle bogatego, niezwykle potężnego i (jak można przypuszczać) śmiertelnie niebezpiecznego handlarza bronią, działającego na zlecenie carskiego imperium. Więc może nie do każdego zaraz przyszłaby taka „osobliwa galeria interesantów”? Trudno też się dziwić, że uwagę osoby zajmującej ważną rolę w tej profesji próbują zwrócić wynalazca nowego karabinu, baronowa sprzedająca tajne informacje czy handlarz medalami i dyplomami. Wokulski może uważać, że wciąż poszukuje własnej tożsamości, ale podczas epizodu paryskiego dla wszystkich działa jako „pan Siuzę”. Nawet Geist, snując swoją wizję rządów nadludzi, opisuje swój wynalazek jako broń, która pomoże wytępić tych, którzy są niegodni świetlanej przyszłości (co, zaznaczmy na marginesie, odbiera niewinność jednemu z marzeń i hipotetycznych zakończeń powieści) – może nie tylko dlatego, że Europa ogarnięta jest obsesją wojny76, lecz dlatego, że rozmawia z człowiekiem, który zajmuje się tego rodzaju biznesem. Biznesem podłym i wystawiającym nie najlepsze moralne świadectwo „naszemu Stachowi”. Może także dlatego tak często w Paryżu pije on koniak karafkami. Należy podkreślić, że wspomaganie militarnego potencjału Rosji A.D. 1878 czy A.D. 189077, nawet przynoszące bohaterowi ogromne korzyści finansowe, trudno uznać za moralnie obojętne, podobnie jak sam udział handlu bronią w przededniu Wielkiej Wojny78. O naturze tych działań wiele mówi rozmowa z Rzeckim:
Wokulski wzruszył ramionami i przeczytał list. Suzin proponował mu na zimowe miesiące nowy interes, prawie tej samej doniosłości co paryski.
– Cóż ty na to? – zapytał pana Ignacego, objaśniwszy, o co chodzi.
– Mój Stachu – odparł subiekt, spuszczając oczy – tak ci ufam, że g d y b yś n a w et s p a lił mi a s t o [wyróżn. B.Sz.], j eszcze b yłb y m p e w n y, że zr o b iłeś t o w s zl ac h et n y m ce l u.
(L, t. 2, s. 171)
32Stach wobec propozycji powtórzenia paryskiego interesu zdaje się mieć pewne wątpliwości, ale postanawia je rozwiać w najłatwiejszy dla siebie sposób – szukając rozgrzeszenia u Rzeckiego. Ten oczywiście owego rozgrzeszenia udziela, ale też nazywa po imieniu charakter działań przyjaciela. To działanie bezwzględnie złe – może nie tak jak spalenie miasta, ale tak złe jak zapewnienie narzędzi, aby ktoś inny mógł to uczynić. I przypomnijmy:
Na drugi dzień swego pobytu w Warszawie odpisał Suzinowi, że propozycję przyjmuje i że w połowie października będzie w Moskwie.
(L, t. 2, s. 172)
33Oddzielną i niezwykle dziwną kwestię stanowi samoświadomość Wokulskiego – trochę tak jak w swoich miłosnych iluzjach i deziluzjach raz czuje, że coś go uwiera (Paryż, niesprawiedliwie zdobyty majątek, sprzedaż siebie Minclowej), innym razem zdaje się nie zauważać kwestii oczywistych czy też takich, które oczywiste być powinny. Gdy po powrocie z Paryża okazuje się, że oprócz doświadczanych przez protagonistę licznych gestów uniżoności i strachu przed jego nową pozycją:
byli jednakże i tacy, którzy z widoczną niechęcią odwracali od niego głowę. Między nimi zauważył dwu znajomych, jeszcze z Irkucka, co go dotknęło w przykry sposób.
(L, t. 2, s. 172)
34Wokulski dziwi się: „Cóż ci znowu – szepnął – dostali bzika?...” (L, t. 2, s. 172). A czytelnika może zdumiewać, że Wokulski się dziwi – nie wszyscy muszą chcieć utrzymywać stosunki z rosyjskim handlarzem bronią. Dopytywanie się u Suzina, za co dostaje pieniądze, wydaje się szukaniem oszustwa, iluzji, że to, co robi, jest uczciwe – bo chyba Wokulski jednak niekiedy przynajmniej uświadamia sobie, za co płaci mu Rosjanin – za robienie złych rzeczy. Za ponowne sprzedanie się – tym razem nie Minclowej, ale Suzinowi.
35Powyższe kwestie (wojna, handel bronią, zachowania aferzysty) są bardzo wymowne, ale wydaje się, że kontynuując listę zarzutów Szumana, można kwestionować moralność Wokulskiego na innych, równie ciekawych polach. Choć przyjęło się uważać protagonistę Lalki za tego, który jest wzorem „uczciwego i odpowiedzialnego społecznie biznesmena”79, to przecież etyka prowadzonych przez niego interesów podlegała krytyce, którą bohaterowie Lalki prowadzą z pozycji kojarzonych z zasadami pozytywistycznego organicyzmu. Wedle Szumana Wokulski w imię zarobku i pozycji społecznej niszczy polski przemysł: „A godziło się to zabijać krajowy przemysł, ażeby dać osiemnaście procent dywidendy kilku arystokratom dla wkręcenia się pomiędzy nich?...” (L, t. 2, s. 571–572).
36Sam zaś, jak wypomina Ochocki (postać przecież wartościowana pozytywnie), żyje z pracy innych, samemu żadnej pracy nie wykonując:
– [...] Jacyż dziś ludzie pracują na moje dochody? – spytał Wokulski. – Wycofałem się z interesów i zamieniam majątek na papiery.
– Jeżeli na listy zastawne ziemskie, to przecież kupony od nich płacą parobcy; a jeżeli na jakieś akcje, to znowu ich dywidendy pokrywają robotnicy kolejowi, cukrowniani, tkaccy, czy ja zresztą wiem jacy?...
Wokulski jeszcze bardziej spochmurniał.
– Proszę pana – rzekł – c z y j a p o t r z e b u j ę m y ś l e ć o t y m ?... [wyróżn. B.Sz.] Tysiące żyją z procentów i nie troszczą się podobnymi pytaniami.
(L, t. 2, s. 547)
37„Żyję z procentów” – to zaprzeczenie modelu człowieka, który kreowali pozytywiści (także Prus). Niezliczone postaci arystokratównierobów przeciwstawiane są np. lordom angielskim, którzy pracują non stop, aby pomnażać swoje pieniądze, zamiast je marnotrawić, jak lord Grocksfield z Grocksfield z Prusowskiej kroniki, który:
Po długim szeregu historycznych przodków, [...] odziedziczył jeszcze niepokonaną skłonność do próżniactwa, w Anglii jednak próżnować nie mógł, gdyż wykreślono by go ze wszystkich klubów. Postanowił więc [...] próżnować za granicą, wszelako w tej formie, która na przykład u nas uchodziłaby za szczyt pracowitości. Mianowicie postanowił sobie za cel podróży: zbadanie słowiańszczyzny zachodniej.80
38Wokulski po zdobyciu fortuny właściwie nie pracuje w znaczeniu takim, jakie nadawali mu publicyści – jest, jak już to powiedziano, aferzystą, później rentierem, przez większość czasu zajmuje się przeżywaniem rozterek. Ten, który jeszcze niedawno stwierdzał „Mówiąc prawdę – myślał – powinien bym ten wyszulerowany majątek zwrócić ogółowi” (L, t. 2, s. 506), nagle „nie potrzebuje myśleć o tym”. Przywodzi to na myśl scenę z Emancypantek, gdy Stefan Solski:
Postanowił oddać się nauce. W tym celu pojechał do Anglii i złożył wizytę jednemu z najznakomitszych filozofów celem zapytania go o wskazówki.
[...]
Anglik słuchał go, głodząc faworyty. Nagle zapytał:
– Mój panie, co pan właściwie robisz?... Jesteś uczonym czy artystą?...
– Chcę poświęcić się filozofii – odparł Solski.
– No, to dopiero kiedyś. Ale co pan dziś robisz? Pracujesz w przemyśle, w handlu czy w rolnictwie?...
– Mam majątek...
– Dobrze – majątek, on pozwala panu żyć wygodnie. Ale co pan robisz, ażeby mieć własny byt poza obrębem majątku. Może pan jesteś urzędnikiem albo posłem?...
Ponieważ Solski milczał zdziwiony, więc Anglik podniósł się z fotelu i rzekł chłodno:
– W takim razie wybacz pan, ale... ja nie mogę mu więcej czasu poświęcać, ponieważ mam zajęcie.81
39Wreszcie spytać można o sposób wykorzystania zdobytego majątku, o to, czy Wokulski mógłby nieco bardziej „systemowo” niż chaotycznymi wybuchami wspomagać biednych albo czy cierpienia serca usprawiedliwiają zaniechania i brak zainteresowania ludźmi bliskimi i dobrymi (takimi jak Rzecki).
40Na koniec jeszcze jedna sprawa – fundamentalna. Aby do niej dojść, przywołajmy jedną z wielu znakomitych scen z Breaking Bad, gdy Walter na pustyni rozmawia z gangsterami z sąsiedniego stanu, którym składa propozycję współpracy:
Declan [śmiejąc się]: Kim ty, do cholery, jesteś?
Walter: Wiesz. Wszyscy dobrze wiecie, kim jestem. Wypowiedz moje imię.
Declan: Co mam zrobić? Nie mam najmniejszego pojęcia, kim do cholery jesteś.
Walter: Ależ masz. Gotuję metamfetaminę. To ja zabiłem Gusa Fringa.
Declan: Pieprzenie. Kartel wykończył Fringa. Walter: Na pewno?
[Declan spogląda na Mike’a, który kręci głową.] Walter: No właśnie. A teraz wypowiedz moje imię. Declan: Jesteś Heisenberg.
Walter: Masz cholerną rację.82
41W przytoczonej scenie Walter być może osiąga szczyt swojej potęgi. Skonfrontowany z nieznajomym, każe mu wypowiedzieć imię swojego przestępczego alter ego – ten czyni to z mieszaniną podziwu i strachu, co obrazuje, jak wielką postacią jest Heisenberg w opowieściach o nim samym. Walter niejako przegląda się w legendzie o sobie jako mitycznym bohaterze Heisenbergu, czerpiąc radość ze swojej pozycji oraz akceptując to, kim jest (wraz z ogromem zbrodni, których dokonał).
42Wokulski natomiast scenę spotkania sam na sam z sobą przeżywa w zaciszu paryskiego pokoju hotelowego, gdy po obudzeniu przerażony jest swoim odbiciem w lustrze, uważając je za odbicie kogoś obcego.
Wtem otworzył oczy i włosy powstały mu na głowie. Naprzeciw siebie zobaczył taki sam pokój jak jego, takie samo łóżko z baldachimem, a na nim... siebie!... Było to jedno z najsilniejszych wstrząśnień, jakich doznał w życiu, sprawdziwszy własnymi oczyma, że tu, gdzie uważał się za zupełnie samotnego, towarzyszy mu nieodstępny świadek... on sam!...
„Co za oryginalne szpiegowanie... – mruknął. – Głupie te szafy z lustrami”.
Zerwał się z łóżka – jego sobowtór zerwał się równie szybko. Pobiegł do okna – t a m t e n także. Otworzył gorączkowo walizkę, ażeby przebrać się – i tamten również zaczął przebierać się, widocznie z zamiarem wyjścia na miasto.
Wokulski czuł, że musi uciec z tego pokoju. Widmo, przed którym wyjechał z Warszawy, było już tu i stało za progiem.
(L, t. 2, s. 89–90)
43Wniosek wydaje się dosyć oczywisty – bohater Lalki nie jest w stanie przyjąć prawdy o sobie samym.
44Wokulski z jednej strony myśli jak „nowy ruski” – wszystko i każdego można kupić, więc żeby zdobyć miłość Izabeli, należy zebrać po prostu odpowiednią kwotę, a później przeprowadzić transakcję. I paradoksalnie, gdyby w swoim działaniu był konsekwentny, mógłby osiągnąć cel, co sugerują przecież życzliwi mu bohaterowie Lalki. Ale on zatrzymuje się w pół drogi, rozważa i wątpi – zamiast Izabelę wziąć w posiadanie i narzucić jej nową, własną narrację o sobie (a wiemy, że w głowie Izabeli często zmieniały się zarówno wyobrażenie o Wokulskim, jak i tożsamość posągu Apolla), nagle postanawia zasłużyć na jej miłość. Bogaty (z perspektywami na bajecznie bogatego), wikła się w dziwaczne gry towarzyskie, zamiast je lekceważyć. Ten, którego bankrutujący arystokraci powinni prosić o spotkania, wystaje pod ich oknami. Wreszcie w chwili pociągowej kompromitacji narzeczonej (czy rzeczywistej czy domniemanej, to rozważania na trochę inną okazję83), zamiast pokazać siłę i „prawo własności”, nagle wycofuje się i odgrywa zdradzonego romantycznego kochanka. Kochanka, którym przecież nie był – przekonanie o tym, że kupić można wzajemność uczucia, to przejaw dziecięcej naiwności bohatera, albo też zgodnie dzielonej z autorem Lalki (i niektórymi recenzentami powieści) mizoginii.84
45Przy wszystkich paralelach pomiędzy przywołanymi bohaterami jest jeszcze jedna, fundamentalna różnica. Przywołajmy Szumana:
A pięknie to sprzedawać całą spółkę Żydom i nareszcie uciekać zostawiając setki ludzi w nędzy lub w niepewności?... To tak robi dobry obywatel i człowiek uczciwy?
(L, t. 2, s. 572)
46Pisarz, który przez całą swą twórczość publicystyczną wielbił Anglię i „rasę anglosaską” (co częściowo pokazywały także wykorzystane w powyższym tekście cytaty), podziwiając jej niezłomny charakter, hart ducha i wytrwałość w dążeniu do celu, gdy stworzył najważniejszego swojego bohatera, uczynił go nosicielem cech, które wielokrotnie potępiał – rozchwianego, niezdecydowanego, marnującego szanse wyszarpane od losu, wreszcie trwoniącego środki i odgrywającego się na innych w swojej wyobraźni:
Zdawało mu się, że już jest zmarłym człowiekiem, który patrzy na własny pogrzeb. Widział tych, co żałowali go, co go chwalili, co mu złorzeczyli; widział swego następcę, do którego dziś zaczęły zwracać się sympatie ogółu, a nareszcie zrozumiał, że jest zapomniany i nikomu niepotrzebny.
(L, t. 2, s. 515)
47Tymczasem White, przy całym ogromie popełnionych zbrodni (ale też ciągłej walce o przetrwanie w bezwzględnym narkotykowym świecie), wytrwale realizując model anglosaskiego charakteru, dąży do celu i ostatecznie dopina swego, gdyż zostawia rodzinie fortunę (oraz mści się na tych, którzy go zdradzili).
48Wokulski nie osiąga szczęścia, przedsięwzięcia porzuca, majątek rozdaje, a sam ucieka, zostawiając po sobie jedynie śmierć (Rzecki, Łęcki, Zasławska) i nieszczęście (Łęcka, Szuman, Ochocki).
49Wokulskiemu pewnie jeszcze niejedno można zarzucić, choć nie twierdzę oczywiście, że był bezwzględnie zły. W rozdziale chodziło jedynie o przybliżenie jednej z możliwych wersji postaci Wokulskiego, która często umyka uwadze czytelników – być może bowiem Stach nie był tak do końca „kochany”. Co nie znaczy, że nie można go lubić.
Notes de bas de page
46 Cytaty z Lalki podaję za wydaniem Biblioteki Narodowej (B. Prus, Lalka, oprac. J. Bachórz, Wrocław 1991) wedle wzoru: L, numer tomu, numer strony. Przytoczony fragment powieści pochodzi z: L, t. 2, s. 590.
47 Jest to hasło towarzyszące ostatniemu sezonowi Breaking Bad. Widnieje ono zarówno na posterze (http://breakingbad.wikia.com/wiki/File:Breaking-bad-remember-my-name.jpg), jak i na okładce wydania całościowego ostatniego sezonu (https://www.amazon.com/Breaking-Bad-Season-RJ-Mitte/dp/B00EEDNR9A) [dostęp 4.11.2016].
48 „The underlying project Gilligan had in mind, thought, was something deeper – a radic a l ext en sio n o f t h e a n t i h er o t r en d that had by then become the signature of the decade’s TV” [wyróżn. B.Sz.], [Jednak projekt, o którym myślał Gilligan, był czymś głębszym – rad y ka ln y m r o zw inię ciem t r en d u a n t y b o h a t er s k i e g o, który stał się wyróżnikiem produkcji telewizyjnej w tej dekadzie]. B. Martin, Difficult Men: Behind the Scenes of Creative Revolution . From „The Sopranos” and „The Wire” to „Mad Men” and „Breaking Bad”, 2013. Jeżeli nie podano inaczej, wszystkie tłumaczenia w przekładzie autora.
49 J. Dukaj, Pan Biały spada w ciemność, http://wyborcza.pl/1,101707,11404695,Pan_Bialy_spada_w_ciemnosc.html [dostęp 4.11.2016].
50 W. Orliński, Kultowy serial „Breaking Bad” po raz pierwszy w otwartej telewizji, http://wyborcza.pl/1,75475,11638542,Kultowy_serialBreaking_Badpo_raz_pierwszy_w_otwartej.html#ixzz3zxbjNmOv [dostęp 4.11.2016].
51 J. Dukaj, Pan Biały spada w ciemność . . .
52 „characters whom, conventional wisdom had once insisted, Americans would never allow into their living rooms: unhappy, morally compromised, complicated, deeply human” (B. Martin, Difficult Men , cytat za wydaniem w e-booku).
53 College opowiada między innymi o tym, jak Tony Soprano przez przypadek (w trakcie podróży po potencjalnych college’ach dla swojej córki) spotyka mężczyznę, który wcześniej zdradził mafię i uczestniczy w programie ochrony świadków. Nic nie świadczy o tym, by był on złym człowiekiem (ma nowe życie, żonę i małą córkę), jednak Tony bezwzględnie go morduje, postępując zgodnie z mafijnymi zasadami. Anegdota opowiadana przez scenarzystę Davida Chase’a głosi, iż producenci próbowali wpłynąć na kształt akcji tego odcinka, twierdzili bowiem, że jeżeli historia zostanie w zaplanowanym kształcie (tj. nie będzie sugestii, że napotkany mężczyzna jest tak naprawdę zły), widzowie odwrócą się zarówno od głównego bohatera, jak i całej serii. Nic takiego nie nastąpiło, odcinek zyskał zarówno uznanie widzów, jak i krytyków (zdobył dwie telewizyjne nagrody Emmy – za scenariusz oraz za rolę kobiecą). Zob. B. Martin, Difficult Men , cytat za wydaniem w e-booku.
54 „Martin Hart: Do you wonder ever if you're a bad man? Rustin Cohle: No. I don't wonder, Marty. World needs bad men. We keep the other bad men from the door”. Detektyw (True Detective), odcinek The Locked Room – cytat za portalem IMDB (http://www.imdb.com/title/tt2790184/quotes [dostęp: 4.11.2016]).
55 Warto przy tym zauważyć, że inni bohaterowie także „ucierali nosa” możnym – Tony Soprano dzięki swojej potędze, ale i sprytowi doprowadzał do kapitulacji m.in. niesympatycznego onkologa czy złośliwego bankiera, co czyniło go bardziej akceptowalnym dla widzów z klasy średniej.
56 S. Chosiński, 45 . Lalka (1968, reż . Wojciech Jerzy Has), 50 najlepszych polskich filmów wszech czasów, http://esensja.stopklatka.pl/film/publicystyka/tekst.html?id=12163&stronak=9 [dostęp 4.11.2016].
57 W moim tekście Rzecki przywołany jest jako ten, który niezmiennie idealizuje i tłumaczy działania Wokulskiego, co nie oznacza, że postać tę mam za jednowymiarową, a stosunek do działań przyjaciela za nagannie naiwny. Przeciwnie, Rzecki wydaje się postacią niezwykle złożoną i fascynującą, o czym pisze Józef Bachórz w artykule O funkcji starego subiekta w „Lalce”, w: tegoż, Spotkania z „Lalką” . Mendel studiów i szkiców o powieści Bolesława Prusa, Gdańsk 2010, s. 133–149.
58 Zob. M. Płachecki, Szyfry „Lalki”, w: Realiści, realizm, realność . W stulecie śmierci Bolesława Prusa, red. E. Paczoska, B. Szleszyński, D. Osiński, Warszawa 2013. Tu zwłaszcza przeciwstawienia Rzeckiego („W świecie powieści Bolesława Prusa Ignacy [Rzecki – B.Sz.] i Jan Mincel są jedynymi wierzącymi. Wszyscy inni dawno się z polskich nadziei wypisali” – s. 36) Wokulskiemu („Stanisław Wokulski po mistrzowsku biegły, a może tylko po mistrzowsku uległy swemu wszechmocnemu rosyjskiemu protektorowi Suzinowi” – s. 44; „Wszystko, czego się Ignacy na wojnie dorobił, to dwie rany, w piersi i w nogę. Stach Wokulski z «wojny bułgarskiej» wraca nietknięty” – s. 37).
59 Józef Bachórz pisał np.: „Oto były powstaniec z 1863 roku i były zesłaniec robi interesy z Rosjanami, a co gorsza, współdziała z nimi na płaszczyźnie wojskowej. Prus w Lalce pokazuje, że wbrew polskim stereotypom to nie odstępstwo, lecz zasługa. Nie korzystając z niej, zostawiamy pole na przykład Niemcom, którzy wiedzą, że tam da się zarobić prędzej i więcej niż gdziekolwiek indziej. Z polskiego boczenia się na handel z Rosją, z przenoszenia wrogości politycznej na sferę gospodarki – wynikają dla nas tylko szkody” (O pieniądzach i kwestiach ekonomicznych w „Lalce”, w: tegoż, Spotkania z „Lalką” , s. 96–97).
60 A. Bąbel, Skandal, gafa, prowokacja . Obraz normy obyczajowej i jej naruszania w polskiej powieści drugiej połowy XIX wieku, Warszawa 2014, s. 176. Obszerniej na ten temat zob. R. Sennett, Upadek człowieka publicznego, przeł. H. Jankowska, Warszawa 2009.
61 B. Szleszyński, Żywa „Lalka”, martwy Prus?, „Przegląd Humanistyczny” 5/2011, s. 90–91.
62 Kazimierz Maciąg, szczegółowo analizując funkcje Suzina w zarobkach Wokulskiego, pisze m.in.: „Charakter i powody zależności między tymi bohaterami są dla mnie, podobnie jak i dla innych badaczy, dość tajemnicze” (Czy Bolesław Prus był ekonomicznym fantastą, „Wiek XIX” 2014, s. 183).
63 „Wokulski trafia na Syberię «za politykę»; za co trafia tam Suzin? A może w ogóle nie był zesłańcem? Wprawdzie w skorumpowanym cesarstwie niemal wszystko się mogło zdarzyć, ale w biografiach skazańców trudno byłoby znaleźć przykład sybiraka, który po zakończeniu katorgi robi gigantyczny majątek na wojskowych kontraktach” (tamże, s. 184).
64 L.B. Grzeniewski, Warszawa „Lalki” Bolesława Prusa, Warszawa 1965, s. 210.
65 Fragment ten znajduje się w aneksie przywoływanego wydania Lalki (L, t. 2, s. 600–604), Józef Bachórz rozważa relację Suzin – Wokulski na s. 220–223 Spotkań z „Lalką” (dz. cyt.). Ciekawie pisze także Wiesław Ratajczak: „Fragment ten zachęca czytelnika do postawienia kilku pytań: Jaki był pierwotny plan pisarza? Czy, według pierwotnego zamysłu Prusa, Suzinowi przypaść miała w udziale znaczniejsza rola? Jeżeli tak, to czy jedna z hipotez ciągu dalszego (lub finału) biografii Wokulskiego nie zyskuje na prawdopodobieństwie? (Jak w świecie „Lalki” ludzie patrzą na siebie?, w: Bolesław Prus: pisarz nowoczesny, red. J.A. Malik, Lublin 2009, s. 23).
66 A.Ś. [A. Świętochowski], Aleksander Głowacki (Bolesław Prus), w: T. Sobieraj, Prus versus Świętochowski . W sporze o naukowość, krytykę pozytywistyczną i „Lalkę”, Poznań 2008, s. 89.
67 A. Lange, Przegląd literacki . Bolesław Prus: „Lalka” (cz . III), „Życie” 1890, nr 41.
68 K. Maciąg, dz. cyt., s. 184.
69 Za trop związany z serialem Homeland dziękuję Pawłowi Sztarbowskiemu, który przywołał go przy okazji seminarium Lalka . Między utopią a rozczarowaniem. Odbyło się ono 2 marca 2015 roku w Teatrze Powszechnym.
70 U. Kowalczuk, O różnicach w świecie „Lalki”, w: Światy „Lalki”, red. J.A. Malik, Lublin 2005, s. 88.
71 „Zawsze słabi ponoszą koszta zatargów między silnymi. – A sprawiedliwość? – zawołał Ignacy. – Sprawiedliwym jest to, że silni mnożą się i rosną, a słabi giną. Inaczej świat stałby się domem inwalidów, co dopiero byłoby niesprawiedliwością” (L, t. 1, s. 63).
72 J. Bachórz, O pieniądzach i kwestiach ekonomicznych w „Lalce”, w: tegoż, Spotkania z „Lalką”, s. 95–96.
73 Warto przywołać artykuł Wacława Forajtera Paryż Maxime’a Du Campa w oczach Stanisława Wokulskiego (Rekonesans), w: Realiści, realizm, realność . . ., s. 97–105.
74 E. Paczoska, Lalka, czyli rozpad świata, Warszawa 2008, s. 143.
75 Tamże.
76 Tę kwestię wyczerpująco opisuje Ewa Paczoska w rozdziale Europa – między katastrofą a utopią (dz. cyt., s. 137–152). O kontekstach opowieści Geista pisze także Maciej Gloger: Bolesław Prus i dylematy pozytywistycznego światopoglądu (Bydgoszcz 2007, s. 64).
77 Nieco upraszczając, przyjmijmy za kluczowe daty czasu akcji powieści oraz jej wydania.
78 Wydaje się, że sprawa jest tym bardziej wątpliwa, że Prusa uważać możemy w dużej mierze za pacyfistę, zaś z Janem Blochem, autorem antywojennej rozprawy Przyszła wojna, jej ekonomiczne przyczyny i skutki (druk w „Bibliotece Warszawskiej” w latach 1893–1894), łączyły go przyjazne relacje (zob. E. Paczoska, dz. cyt., s. 145–146).
79 K. Janowska, P. Mucharski, Rozmowy na nowy wiek, t. 2, Kraków 2002, s. 298 (wywiad z Janem Nowakiem-Jeziorańskim).
80 B. Prus, Kroniki, t. 9, oprac. Z. Szweykowski, Warszawa 1960, s. 201.
81 Tegoż, Emancypantki, t. 2, Warszawa 1966, s. 246.
82 „Declan: [Laughs.] Who the hell are you?
Walter: You know. You all know exactly who I am. Say my name.
Declan: Do what? I don't – I don't have a damn clue who the hell you are.
Walter: Yeah you do. I'm the cook. I'm the man who killed Gus Fring.
Declan: Bullshit. Cartel got Fring.
Walter: You sure?
[Declan glances at Mike, who shakes his head.]
Walter: That's right. Now say my name.
Declan: You're Heisenberg.
Walter: You're goddamn right”.
Breaking Bad, odcinek Say my name, cytaty za portalem IMDb (http://www.imdb.com/title/tt2301467/quotes [dostęp 4.11.2016]).
83 Zob. G. Borkowska, hasło Kobiety i miłość, w: Leksykon „Lalki”, red. A. Bąbel, A. Kowalczykowa, Warszawa 2011, s. 53–57, także w Nowej Panoramie Literatury Polskiej w kolekcji cyfrowej PrusPlus, http://nplp.pl/artykul/kobiety-i-milosc/ [dostęp 4.11.2016].
84 Przywołajmy fragment Prusowskiego Słówka o krytyce pozytywnej, w którym, aby bronić Wokulskiego, gotów był o jego ukochanej napisać w sporym (i nieco sprzecznym jednak z tekstem powieści) przejaskrawieniu: „Panna Izabela jest fizjologicznie kobietą zimną, a w wyobraźni Messaliną, która jeżeli nie fizycznie, to przynajmniej duchowo oddaje się każdemu mężczyźnie, który się jej podoba: wynalazcom, wodzom, skrzypkom i cyrkowym atletom. Dopóki miała majątek, uważała się za bóstwo, zbankrutowawszy, gotowa była sprzedać się każdemu, kto zapłaci” (w: T. Sobieraj, Prus versus Świętochowski . W sporze o naukowość, krytykę pozytywistyczną i „Lalkę”, Poznań 2008, s. 140–141).
Le texte seul est utilisable sous licence Creative Commons - Attribution - Pas d'Utilisation Commerciale - Pas de Modification 4.0 International - CC BY-NC-ND 4.0. Les autres éléments (illustrations, fichiers annexes importés) sont « Tous droits réservés », sauf mention contraire.
Przemoc filosemicka?
Nowe polskie narracje o Żydach po roku 2000
Elżbieta Janicka et Tomasz Żukowski Elżbieta Janicka et Tomasz Żukowski (éd.)
2016
Literatura polska wobec Zagłady (1939-1968)
Sławomir Buryła, Dorota Krawczyńska et Jacek Leociak (dir.) Sławomir Buryła, Dorota Krawczyńska et Jacek Leociak (éd.)
2016
Pomniki pamięci
Miejsca niepamięci
Katarzyna Chmielewska et Alina Molisak (dir.) Katarzyna Chmielewska et Alina Molisak (éd.)
2017
Spory o Grossa
Polskie problemy z pamięcią o Żydach
Paweł Dobrosielski Paweł Dobrosielski (éd.)
2017
Nowoczesny Orfeusz
Interpretacje mitu w literaturze polskiej XX-XXI wieku
Maciej Jaworski Maciej Jaworski (éd.)
2017
Refleksja nad literaturą w polskim piśmiennictwie emigracyjnym
Tymon Terlecki, Czesław Miłosz, Gustaw Herling-Grudziński
Andrzej Karcz Andrzej Karcz (éd.)
2017
