Żeglarz powietrzny. Oda
p. 179-182
Texte intégral
1Słaby i znikomy tworze!
Gdzież się twa śmiałość przedziera?
Małoż ci otchłani morze,
A ziemia grobów otwiera?
Któreż wieki, któreż strony,
Któryż Bóg ci kres oznaczy?
Kto ten popęd nieskończony
Duszy ludzkiej wytłumaczy?
Próżnoż swym pamiętnym losem
Zbladły cię Ikar przeraża?
Ziemia tkliwym zwraca głosem,
Niebo piorunem zagraża?
Lecz cóż dzielną wstrzyma wolę
I ten wrzący zapał męstwa?
Już na posłusznym żywiole
Rozwijasz żagiel zwycięstwa!
Są więc te stanowcze chwile,
Chwile życia, wieki chwały,
Gdzie dusza w całej swej sile
Puszcza się w zawód zuchwały.
Gdzie z głębi siebie przywoła
Wszystko, czym się podnieść umie,
I gdzie człowiek wszystko zdoła,
Co być podobnym rozumie.
Chwała, chwała twej odwadze!
Same ją budzą niebiosy,
Ustępują twej przewadze
Przeszłość, natura i losy!
Gdzie gniewnym Boga wyrokiem
Grzmią te krainy rozległe,
Gdzie samą myślą i okiem
Sięgały wieki odległe;
Tam cię wolnego obawy
Niesie twoja własna siła,
Tam na skrzydłach swojej sławy
Wiek cię obecny przesyła.
Patrz! jak ów orzeł wspaniały,
Oswojony z niebios grzmotem,
Odwagą twoją zdumiały,
Niespokojnym krąży lotem.
Patrz! jak się w chmurach ukrywa,
Gniewem i wstydem zapala,
Jak próżno gromów przyzywa
Na zgubę swego rywala.
Próżno na swe losy zdradne
Skarżące jęki wywiera,
Dłoń mu twoja samowładne
Berło powietrza wydziera!
O! jak cię każdy ze drżeniem,
Jak duszą ściga radośną,
Jak z każdym lotu wzniesieniem
Myśl się wzbija, serca rosną.
Czemuż im śmielszy, im wyższy,
Tym silniejszą zazdrość budzi?
Czyli żeś już nieba bliższy,
Czyli żeś dalszy od ludzi?
Wzbijaj się mężny sterniku,
Uciekaj z ziemskiej doliny,
Leć szczęśliwy śmiertelniku,
W wolne ulatasz krainy!
Już cię swymi skargi, jęki,
Nie dochodzi głos Ziemianów,
Ani ciężkich kajdan brzęki,
Pieszczące ucho tyranów!
Już nie widzisz obcych rodów
W twoich ojczystych siedliskach,
Ani rozdartych narodów,
Ni starych tronów w zwaliskach1.
O! jeśli cudem w naturze,
W twoim dalekim zakresie,
Aż do owych światów w górze
Szczęśliwy lot cię zaniesie.
Jeśli tam ludzkim postaciom
Ujrzysz podobne istoty,
Powiedz tym odległym braciom
Ziemskie niezgody, sromoty!
Określ te mordy, pożogi,
Te prawa, cnoty zdeptane,
Ponieś im krwawe przestrogi
W klęskach padołu czerpane.
Śpiesz się, śpiesz połączyć z nimi!
Wzbijaj się, wzbijaj do góry.
Dotąd byłeś panem Ziemi,
Dziś jesteś królem natury.
Świat – twym państwem niezmierzonym,
Chmury – królewską osłoną,
To powietrze – twoim tronem,
Wysokie gwiazdy – koroną!
Lecz cóż to? jakaż zawada
W śmiałym go locie ukraca?
Już słabieje, już upada,
I znów do pyłu powraca.
On! co wśród wolnej swobody
Trącał o niebios sklepienia!
Tymże są ludzkie zawody
I wszystkie ziemskie marzenia?
2ŹRÓDŁO: Franciszek Morawski, Żeglarz powietrzny. Oda, „Noworocznik Litewski na rok 1831”, s. 201–204.
Notes de bas de page
1 Ta i poprzednia strofa, o mocnej wymowie politycznej, nie znalazły się w pierwodruku z 1831 roku.
Auteur
Le texte seul est utilisable sous licence Creative Commons - Attribution - Pas d'Utilisation Commerciale - Pas de Modification 4.0 International - CC BY-NC-ND 4.0. Les autres éléments (illustrations, fichiers annexes importés) sont « Tous droits réservés », sauf mention contraire.
