Malarstwo
p. 279-282
Texte intégral
1W tej pracowni zwanej światem,
Gdzie wielki obraz stworzenia,
Na tle prostem a bogatem,
W postępie się rozpromienia;
Stopą mknące w czasu toniach,
Widzę, w różnowiecznej szacie,
Przed obrazem, z pędzlem w dłoniach,
Dwie kolosalne postacie.
– Za każdym ich farb wytryskiem,
Świat nowym świta zjawiskiem;
– Za każdym kształtów błyśnięciem,
Wiek nowy w dzieje się wplata;
– Za każdym pędzla zaklęciem,
Bóstwo się zbliża do świata!...
Mój duch na nie patrzy z dala:
– Pierwsza, bystrego spojrzenia,
Zewnętrznie udoskonala
Ogromny obraz stworzenia;
To ta bujna życia siła
Co się zmienia i nie zmienia,
I kolebka, i mogiła;
Ta stęskniona raju córa,
Ta matka stworzeń tysiąca,
Tak czuła, choć tak milcząca!
Malarka zjawisk: natura.
Gdzież są obrazy, spytacie,
Kreślone ręką przyrody?
Wszak ona, w dnie srebrnym wody
Maluje wasze postacie;
Jakiż pędzel doskonały,
W tak pełnym prawdy kolorze
Każden przedmiot odbić może,
Jak wizerunki urocze
Rzucone w wodne kryształy?
Chyba w spokoju sumienia
Ujrzysz tak wierne przezrocze
Dwojące duszy odcienia.
– A ta złuda niezbadana,
Ta przelotna pustyń córka,
Nazwana Fatamorgana,
Dla której wędrowna chmurka,
Lub drzewko, jedno nic, starczy
Aby powietrze drgające
Owiewać w zjawisk tysiące!
W niej hufiec o złotej tarczy
Wstrząsa promienie, jak dzidy!
W niej z mgły się tworzą jaśminy,
Strzelają gajów korony,
Jak ogród Semiramidy1
W objęciach wiatru zwieszony!...
Z niej wstają góry, doliny;
Z niej wypływa zamek mglisty
Wysadzany w ametysty.
– I cóż? ta Fatamorgana,
Co tworzy mylne obrazy,
Które goni karawana,
Pewnie ma tajemne płótno,
Gdzie kreśli dłonią okrutną
Ironiczny kształt oazy?
Lecz gdy widnieją błękity,
Gród, gaje – nikną jak echo...
Podróżny staje jak wryty
I płacze nad swą uciechą!
Kto dobrowolnie się łudzi,
Życie przejdzie jak pustynię;
Nawet nadzieja go strudzi,
Bo i nadzieja w mgle zginie!...
Nie zawsze przyroda stwarza
Zdobny w farby wizerunek;
Jak niekiedy dłoń malarza
Zakreśla ciemny rysunek,
Tak czynna sztuka natury
Tworzy ten obraz ponury,
Który z sobą prowadzimy:
Gdy nasz kształt światłość zasłania,
Stosownie do dziennej pory,
Dwoi nas cień różnowzory,
Jak karły lub jak olbrzymy.
Mówią nam dawne podania,
Że ten, kto ducha przysięgą,
Rozstawszy się z niebios Panem,
Zawarł przymierze z szatanem,
Nie nosi za sobą cienia;
To znaczy: że kto się brata
Na wieczność z czarną potęgą,
Wychodzi z czasu, ze świata
I sam już w cień się przemienia.
Mknąc przez łono fali białej,
Przez cień szary, przez mgły kraje,
Obraz lekki, krótkotrwały
Tak szybko niknie, jak wstaje!
Lecz niekiedy i przyroda
Trwalszy obraz oku poda:
Gdy promień, co z słońca bieży,
Wśród lubej wiatru igraszki
Złotymi skrońmi uderzy
O łuskę srebrzystej blaszki
I przez węzły tajemnicze
Złączy z nią ludzkie oblicze,
Jak pod ostrym strzały końcem
W chwilę, kształty rysów wstaną:
Promień znów się zleje z słońcem,
Oblicze w blaszce zostanie.
–Takim obrazom nadano
Dagerotypów nazwanie.
– Tak z myśli naszych ogniska
Wybiega promień pamięci:
W duszy, lat piętno wyciska,
I przeszłość wspomnieniem święci.
Notes de bas de page
1 Na pół legendarna królowa Asyrii, której imieniem ochrzczono wiszące ogrody w Ba‑ bilonie, uznawane za cud świata starożytnego – mimo że z pewnością powstały one później niż za domniemanego życia Semiramidy.
Le texte seul est utilisable sous licence Creative Commons - Attribution - Pas d'Utilisation Commerciale - Pas de Modification 4.0 International - CC BY-NC-ND 4.0. Les autres éléments (illustrations, fichiers annexes importés) sont « Tous droits réservés », sauf mention contraire.
